Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Afryka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 lutego 2011

Marokańska harira w wersji wegetariańskiej

Nic lepiej nie pasuje na szare, zimne dni jak rozgrzewająca, treściwa i kolorowa zupa. Jestem generalnie wielbicielką zup każdego rodzaju - poza zupą owocową - a zimą gotuję zupy kilka razy w tygodniu. Tym razem przyszła kolej na marokańską harirę - zupę jadaną w krajach Maghrebu głównie w czasie Ramadanu, ale nie tylko. Harira jest podawana najczęściej jako pierwsze danie w czasie party odbywającego się po zapadnięciu zmroku, gdy nareszcie można przerwać, trawjący od wschodu słońca, post. Jest oczywiście ogromna ilość wariacji na temat hariry, ja popatrzyłam na kilkanaście przepisów i przygotowałam swoją wersję, tym razem wegetariańską. Warzywa, których używa się przygotowując zupę zależą od sezonu - zrezygnowałam z selera naciowego, występującego w wielu przepisach - i wybrałam szwedzką marchewkę. Oprócz soczewicy i ciecierzycy można dodać dowolne rodzaje fasoli, czyli pole do eksperymentów jest ogromne. Mięso, którego najczęściej używa się gotując harirę to baranina, ale zastępuje ją też wołowina lub drób. Ja ze względu na naszych gości - wegetarian - jako źródło proteiny wybrałam quorn * w kawałkach. Zupa jest niezwykle pożywna i w zasadzie wystarcza za cały posiłek, a jeśli jeszcze dodamy do tego kilka kawałków chlebka pita (lub pitta) no to już w zasadzie nic więcej nam nie trzeba, żeby wstać od stołu sytym i rozgrzanym. Zapraszam na moją wersję hariry.

  Składniki na 6 głodnych osób:

  • 500 g quorn w kawałkach
  • 4 łyżki oliwy
  • 3 cebule
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 puszki (800 g) ciecierzycy lub 300 g suchej ciecierzycy
  • 100 g czerwonej soczewicy
  • 100 g zielonej soczewicy
  • 4 marchewki
  • sól & czarny pieprz
  • pieprz cayenne, kumin, kurkuma (lub szczypta szafranu), cynamon, ewentualnie trochę kolendry i imbir
  • 1 op. krojonych pomidorów (ok. 400g)
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 200 g połamanego cienkiego makaronu np. vermicelli (często występuje ryż lub kuskus)
  • opcjonalnie fasola z czarnymi oczami - użyłam około 1/2 puszki lub inna
  • pietruszka lub kolendra
  • 2 l bulionu warzywnego
Quorn obsmażyć na oliwie,  dodać cebulę i wyciśnięty czosnek oraz przyprawy. Poddusić chwilę i przełożyć do garnka z bulionem. Gotować na wolnym ogniu dość krótko. Dodać  wypłukaną zieloną soczewicę i po 5 minutach czerwoną oraz pomidory. Gotować 15 minut. Dodać ciecierzycę z puszki i ewentualnie fasolę, zagotować i  jeśli trzeba  doprawić oraz dodać sok cytrynowy (lub limonkowy). Dołożyć połamany na drobne kawałki makaron i gotować jeszcze 3 minuty. Podawać posypane pietruszką lub kolendrą i plasterkami cytryny.

Przepis dodaję do durszlakowej akcji  Festiwal Kuchni Arabskiej pod patronatem Filozofii Smaku.

* Podstawowym surowcem użytym do produkcji Quorn jest grzyb Fusarium Venenatum oraz białko jajka - więc weganie raczej nie mogą go używać - a szkoda;)  Quorn jest niezwykle popularny w Wielkiej Brytanii i w Irlandii - i od kilku lat również w Szwecji - w większych sklepach można kupić cała gamę produktów na nich opartą, które w dodatku świetnie - stanowczo  lepiej od soi -imitują każdy niemal rodzaj mięsa w różnorodnych potrawach.

wtorek, 6 lipca 2010

Tagine z kurczakiem, batatami, marchewką i ciecierzycą

W ramach szeroko zakrojonych porządków kuchennych, znalazłam wiele interesujących rzeczy. W tym między innymi kilka rozpoczętych opakowań kuskusu i kaszki bulgur. To od razu przeniosło mnie myślami w rejony krajów Magrhebu, gdzie kuskus jest jednym z podstawowych produktów codziennej kuchni. Od kuskusu niedaleko już było do zaplanowania co do niego. Znalezione w zamrażarce 2 filety z kurczaka i gotowana ciecierzyca znalazły się w tagine, w towarzystwie "odkrytych" w szufladzie warzywnej: dużego batata, kilku marchewek i zielonej papryki.


Tagine z kurczakiem i warzywami:
  • 2 filety z kurczaka (lub inne mięso np. jagnięcina)
  • 2 cebule, drobno pokrojone
  • 4 ząbki czosnku, drobno posiekane
  • 2 zielone papryki, bez pestek i ścianek, pokrojone
  • 2 papryczki chili jw.
  • 2 duże marchewki lub 3-4 mniejsze
  • 1 duży batat, obrany i pokrojony
  • kubek gotowanej ciecierzycy lub jakiejś fasoli
  • kilka łyżek sklarowanego masła lub oliwy
  • 1-2 łyżki ras al-hanout *
  • 1 łyżeczka kuminu
  • zielona część dymki (3-4szt.)
  • listki świeżej kolendry
  • 500 ml bulionu z kurczaka lub warzywnego
  • sól & pieprz i ew. harissa
  • sok z cytryny (można pominąć)
 Sposób przyrządzenia:
  1. W tagine lub płaskim garnku (ew. patelni z wysokimi brzegami) rozgrzać tłuszcz i podsmażyć cebulę i czosnek. 
  2. Dodać kawałki mięsa i podsmażyć razem z przyprawami. Ponieważ użyłam filetów z kurczaka ten etap zajął mi tylko 10 minut. W przypadku innego mięsa należy czas odpowiedno wydłużyć.
  3. Dodać pokrojone warzywa, oprócz ugotowanej ciecierzycy, zalać bulionem i dusić na małym ogniu, do momentu kiedy warzywa będą miękkie, lecz nie rozgotowane.
  4. Dodać ciecierzycę, podgrzać chwilę i ewentualnie doprawić solą i harissą oraz sokiem cytrynowym.
  5. Podawać z kuskusem lub ryżem, posypane dymką i kolendrą.

Jeśli wykluczymy kurczaka w tym przepisie, otrzymamy wariant wegetariański. Do tagine można dodać masę innych składników, ważne są przyprawy i sposób gotowania. Najlepsze jest naczynie tagine, ale oczywiście można użyć innego. Moje tagine jest żeliwne i kupiłam je po prostu w Ikea. Zdaje znakomicie egzamin szczególnie przy przyrządzaniu mięsa, ponieważ dzięki kominowi, mięso pozostaje soczyste i bardzo aromatyczne. Ale używam go też do robienia risotto, szczególnie, jeśli spodziewamy się większej ilości osób. Tagine z Ikea, jest bardzo pojemne i ma naprawdę wszechstronne zastosowanie. To nie jest reklama IKEI.

* jeśli nie można kupić gotowej mieszanki ras- al hanout polecam prosty przepis na nią w naszej zakładce mieszanki przypraw

sobota, 26 czerwca 2010

Afrykański barszcz o smaku kokosowym

Zainteresował mnie przepis znaleziony na taste-africa.com. Zupę powinno się gotować w potije,  żelaznym trójnożnym garnku, pod którym bezpośrednio rozpala się ogień i całe gotowanie oczywiście odbywa się na zewnątrz. Zastąpiłam potije swoim żeliwnym garnkiem i gotowałam w domu. Chodzi po prostu o to, że potrawa ma gotować się w tym samym garnku od początku do końca.


Składniki na zupę dla 6 osób:
  • ½ rzepy
  • 1 słodki ziemniak
  • 3-4 buraki
  • 1 czerwona cebula
  • 1 łyżeczka majeranku
  • 1 łyżeczka  imbiru
  • ½ łyżeczki cynamonu
  • 2 zielone papryczki chili 
  • trochę pokrojonej dymki
  • 750 ml bulionu warzywnego
  • 400 ml mleka kokosowego
  • garśc płatków migdałów
  • sól  & pieprz świeżo mielony
  • kolendra, wiórki kokosowe
Sposób przygotowania:
Poddusić na oliwie cebulę. Dodać pokrojone w kostkę wszystkie warzywa i przyprawy i dusić, podsmażać kilka minut. Odstawić garnek z palnika, dolać powoli mleko kokosowe i bulion warzywny. Gotować około 15 minut pod przykrywką. Podawać posypane kolendrą lub tymiankiem i wiórkami kokosowymi. Ponieważ najbardziej lubię zupy kremowe, zmiksowałam całość. Zupa ma dość ciekawy smak i bardzo pasuje na zimne, jesienne dni. Należy do przepisów w kategorii: nie jestem pewna czy jeszcze kiedyś to przygotuję. Ale ma bardzo ładny kolor;)

czwartek, 24 czerwca 2010

Senegalskie risotto, czyli Chicken Jollof Rice

Jollof Rice, nazywane również 'Benachin'  oznacza dosłownie jeden garnek w języku Wolof, którym mówi około 40% ludności Senegalu - nie tylko przedstawiciele grupy etnicznej Wolof. Jest to danie popularne w całej Afryce Zachodniej - a szczególnie wśród tej grupy etnicznej - i nie wiadomo tak naprawdę, czy pochodzi z Gambii, czy z Senegalu.
Jak zwykle to bywa jest bardzo wiele wariacji na jego temat. Podstawowymi składnikami są, oczywiście ryż, a obok niego pomidory, pasta pomidorowa i cebula. Oprócz tego używa się różnego gatunku mięs, owoców morza, ogromnej ilości warzyw i przeróżnych przypraw. Czyli jest też wariant stricte wegetariański. W Afryce używa się do przygotowania jollof, jak do wielu innych potraw, oleju palmowego, ale ma on tak specyficzny smak, że ja z niego zrezygnowałam.  Danie to jest serwowane przy każdej większej rodzinnej okazji i oczywiście według rodzinnego przepisu. W Senegalu używa się często też ostrej kiełbasy  Merguez, popularnej w muzułamńskiej części Afryki.
Mój przepis oparłam na przepisie znalezionym tutaj oraz we wspomnianej już książce*. Zamiast  merguez użyłam baconu z indyka, ale można całkowicie z tego zrezygnować.

Składniki na 6 osób:
  • 4 łyżki oleju z orzeszków ziemnych, lub oliwy
  • 8 plastrów baconu z indyka, lub 2 drobiowe kiełbaski
  • 1 kurczak podzielony (ja użyłam tylko filetów, 3 dużych)
  • 6 wyciśniętych ząbków czosnku
  • 1 łyżeczka chili w proszku
  • 2 łyżeczki kuminu
  • 2 łyżeczki mielonej kolendry
  • 2 laski wanilii (użyłam proszku)
  • 5 pomidorów lub 1 puszka krojonych pomidorów
  • 2 łyżki przecieru pomidorowego
  • 2 pokrojone czerwone cebule
  • 2 papryczki jalapeño, bez pestek i ścianek, pokrojone
  • 250 g ryżu np. basmati
  • 750 ml bulionu z kurczaka
  • 5-6 cebulek dymek
  • 3 zwykłe zielone papryki
  • 250 g zielonego groszku (np. mrożonego)
  • ew. marchewka, cukinia, okra itp.
Sposób przyrządzenia:
  1. Podsmażyć na oleju, bacon, wszystkie części kurczaka, oprócz filetów, czosnek, chili,  kumin i kolendrę około 8-10 minut. Należy obracać częsci kurczaka, tak aby wszystkie były przyrumienione. Dołożyć pokrojone filety i zrumienić je również. Odłożyc podsmażone częsci kurczaka.
  1. Dodać cebule, jalapeño i sól i poddusić aż cebula będzie miękka. Dodać pokrojoną paprykę i ewentualnie inne jarzyny i poddusić jeszcze chwilę. 
  2. Dodać odłożone częsci kurczaka i oraz ryż oraz bulion i przecier pomidorowy. Wymieszać dokładnie i przykryć naczynie szczelnie pokrywką. Gotować na małym ogniu przez około 20 minut, do czasu aż ryż wchłonie cały płyn i będzie miękki, ale nie rozgotowany. Odstawić potem na 15 minut, żeby smaki się ładnie zgrały.
  3. Jeśli używasz lasek wanilii, czas je teraz wyrzucić. Dodać pokrojoną dymkę i rozmrożony groszek i pogotować chwilkę do momentu aż groszek będzie zupełnie ciepły. Gotowe.
Ja całość przygotowywałam w  żeliwnym tagine, ale każde inne naczynie z wysokimi brzegami będzie zupełnie ok. Ważne jest, żeby miało szczelną pokrywkę.
Następnym razem planuję wersję wegetariańską, która powinna być równie dobra jeśli nawet nie lepsza. Jak wspomniałam, można dodać wszystkie możliwe sezonowe warzywa, zachowując sposób przyrządzania i charakterystyczne przyprawy. Z przypraw można dodać jeszcze liście laurowe, tymianek, szafran i oczywicie imbir. Najważniejsze jest, żeby cała potrawa miała zdecydowanie czerwony kolor.
    * Marcus Samuelsson Africa on mine Mind

    poniedziałek, 21 czerwca 2010

    Imbirowo-cytrusowa sałatka bananowa z miodem

    Gdy tylko zobaczyłam ten przepis wiedziałam, że to będzie hit smakowy. 
    I nie pomyliłam się. Słodkie banany w syropie imbirowym z dodatkiem
    soku z limonek i pomarańczy, polane złocistym miodem.
    To nie mogło być niedobre. A w dodatku super proste.



    Autorski przepis* zmodyfikowałam i jest następujący. 
    Syrop imbirowy:
    • 120 g cukru z trzciny cukrowej
    •  3 cm świeżego imbiru, obranego i cienko pokrojonego
    • 1 laska wanilli (ja mam wanilię w proszku)
    • 200 ml wody
    Pozostałe składniki:
    • sok z 4 limonek
    • sok z 2 pomarańczy
    • kilka bananów (4-5)
    • miód
    • ewentualnie lody do podania
    Zagotować cukier, imbir i wanilię w małym garnku, mieszając dopóki
    cukier się nie rozpuści. Ja gotowałam dłużej, do momentu kiedy znaczna część
    wody odparowała, a syrop zaczął wyraźnie gęstnieć.
    Zdjąć garnek z palnika. Odcedzić syrop i zachować kilka łyżek.
    Resztę wymieszać z sokiem z  limonek i  pomarańczy.
    Następnie odstawić do lodówki na minimum 1 godzinę.
    Autor poleca dodać pokrojone banany tuż przed podaniem, ale ja
    dałam im się pomarynować w zalewie przez godzinę.
     Zjedliśmy z lodami o smaku lemon curd z kawałkami bezów,
    polane resztą imbirowego syropu i miodem. Poezja.
    Z lodami waniliowymi lub miodowymi byłoby tak samo dobrze.



    *****
    W sobotę pojechaliśmy do Rinkeby - jednej z dzielnic Sztokholmu zamieszkałej przez najmniejszą ilość Szwedów (ok. 10%) gdzie są reprezentowane w dużej ilości najlepsze orientalne delikatesy miasta. Jest też targ na którym można znaleźć prawie wszystko i w dodatku w połowie normalnych cen.


    * Przepis, na którym się oparłam pochodzi, po raz kolejny z książki Marcusa Samuelssona Africa on my Mind,  a inspiracją do niego była dla autora jego rodzinna Etiopia - kraj mlekiem i miodem płynący. Marcus podaje również przepis na lody miodowe, ale ich nie robiłam, więc przepisu nie zamieszczam, ale mogę.

    piątek, 18 czerwca 2010

    Gemmer - napój imbirowy na sposób południowoafrykański


    Gemmer, to napój imbirowy rodem z południowej Afryki.
    Idealny na upalne dni, orzeźwiający, z intensywnym aromatem imbiru -  jego świeżą, trochę słodką, a trochę drzewną nutą - i lekko palącym, gorzkawym smakiem.Dodatek pomarańczy i soku z limonek balansuje smak napoju i komponuje się znakomicie z pozostałymi składnikami. Po prostu hit dla wielbicieli imbiru, do których zaliczam się od wielu lat.

    Składniki:
    • sok z 4 limonek
    • 250 ml świeżo wyciśniętego soku z pomarńczy
    • 1 l wody
    • 16 cm imbiru, obranego i utartego
    • 100 g cukru (np. trzcinowego lub innego ulubionego)
    • 4 goździki
    • 4 kapsułki kardamonu 

    Zagotować wodę wraz z wszystkimi pozostałymi składnikami. Przelać do innego naczynia i wystudzić. Przykryć i wstawić do lodówki na przynajmniej dwie godziny, ale chętnie dłużej. Dokładnie przecedzić i podawać.
    Można z powodzeniem zmienić proporcje, dodać mniej wody, więcej soku. Można zastosować sok z owoców mango, w połaczeniu z owocami cytrusowymi. Jak zwykle wariacji na temat może być niezliczona ilość - granice wyznacza tylko nasza fantazja, lub jej brak;) Ważne jest jednak, żeby nie zmniejszać ilości imbiru, ponieważ to właśnie on stanowi o całości. 
    O cudownych właściwościach imbiru nie będę się rozpisywać - wystarczy pogooglować - ale jest ich bardzo wiele. 

    Przepis,  który wykorzystałam pochodzi, ze wspomnianej już przeze mnie,  książki Marcusa Samuelssona pt. AFRICA ON MY MIND. Książkę polecam gorąco wszystkim zainteresowanym kuchnią egzotyczną. Autor zabiera nas w niezapomnianą i fascynującą  podróż kulinarną - i nie tylko - po całym kontynencie afrykańskim. Ciekawe jest to, że tak na prawdę nie ma zbyt wiele publikacji opisujących kuchnię Afryki, poza oczywiście kuchnią krajów Maghrebu. A szkoda, ponieważ zagłębiając się w jej tajniki odkrywam i dowiaduję się wielu niezwykle interesujących rzeczy, o których,  do tej pory, nie miałam pojęcia.
    Napój można spokojnie przechować w lodówce - chętnie w zamknietej
    butelce - przynajmniej 2 dni, ale nie sądzę, żeby była taka potrzeba.

    wtorek, 15 czerwca 2010

    South African Cape Malay Chicken Curry

    Dalej w temacie smaków afrykańskich. Po bobotie przyszła kolej na dalsze poszukiwania specjałów kuchni południowej Afryki. Zainteresował mnie przepis na Cape Malay Chicken Curry znaleziony  na   taste-africa, ale nie byłabym sobą gdybym nie poszukała innych przepisów na to danie. Oczywiście znalazłam ich wiele. A to z szafranem,  a  to z trawą cytrynową,   tu z jogurtem,  tam z mlekiem kokosowym. Jeśli poszuka się lepiej znajdzie się wiele więcej wariantów. W każdym razie danie, lub właściwie mieszanka przypraw nazwana Cape Malay wywodzi się z Boo-Kaap, które jest częścią Cape Town. Przepis na tę mieszankę był początkowo jednym z tych, które przekazuje się z ust do ust, a pochodził z jednego ze sklepów z przyprawami w tej właśnie części Cape Town.

    W końcu jednak zdecydowałam się oprzeć na jednym przepisie, który można przeczyrtać tutaj. Troszkę zmieniłam i tak powstał wariant sztokholmski Cape Malay Chicken Curry. Można oczywiście użyć  inne mięso np. jagnięcinę.

    Składniki na 4 porcje:
    • 3 filety z kurczaka
    • 3 cebule (drobno pokrojone)
    • 2-4 ząbki czosnku
    • 1 łyżka cape malay curry, lub inne curry (łagodne)
    • 100 g suszonych moreli (namoczonych i osuszonych)
    • imbir świeży, utarty - 1 łyżka
    • 1 lyżeczka mielonej kolendry
    • 1 lyżeczka kuminu
    • troszkę cynamonu i kardamonu
    • 3 goździki (roztarte)
    • 2 marchewki
    • 2 łyżki przecieru pomodorowego
    • trochę bulionu z kurczka
    • 2 łyżki czerwonego octu winnego
    • 100 g mleka kokosowego
    • 2 banany, pokrojone w plasterki i chutney do podania, oraz pokrojoną drobno świeżą kolendrą.
    Oczywiście powinno się to danie przygotować w garnku potije, od której to nazwy, pochodzą też nazwy potraw w nim przygotowywanych the Potijekos. Tak jak od naczynia tagine (Marocko) pochodzą  nazwy potraw robionych w tagine. Nie mam potije, ale mam garnek żeliwny, który spisał się znakomicie w tej roli. Można też z powodzeniem użyć patelni z wysokimi brzegami.

    Sposób przyrządzenia:
    1. Rozgrzać w garnku oliwę i dodać pokrojoną cebulę i wyciśnięty czosnek i mieszając podsmażyć chwilę. Dodać imbir, curry i pozostałe przyprawy i smażyć jeszcze minutę. Doprawić solą i pieprzem. Wyjąć z garnka i odłożyć.
    2. Zmniejszyć temperaturę,  dodać pokrojone mięso i zrumienić ze wszystkich stron. Gdy mięso jest podsmażone dodać odłożoną mieszankę cebuli i czosnku z przyprawami. Odkładamy ją, żeby nie ryzykować przypalenia całości.
    3. Dodać ok. 200 ml bulionu, morele, pokrojoną marchewkę i ocet winny. Przykryć garnek i dusić ok 10-15 minut jeśli używamy kurczaka. Dłużej w przypadku innego mięsa. Na samym końcu dodać mleko kokosowe. 
    4. Jeśli sos jest zbyt rzadki możnać dodać odrobinę maizena. Podawać z żółtym ryżem (gotowanym z kurkumą i ewentualnie, wanilą i kardamonem), pokrojonymi bananami, pokropione mlekiem kokosowym i jakimś chutney.
    Muszę przyznać, że curry spotkało się z przyjęciem entuzjastycznym. Słodkawo-ostre smaki komponują się świetnie ze smakiem bananów i ostrym chutney (ja miałam ananas-chipotle chutney). W oryginalnym przepisie banany wędrują do garnka, ale mnie się ten pomysł nie podobał i wydaje mi się słusznie. To samo dotyczy moreli - przepis zaleca dodanie dżemu morelowego w ostatnich minutach duszenia - ja wybrałam morele suszone, dodane we wczesniejszej fazie.
    Polecam gorąco!
    W najbliższych dniach mam plany na zupę z między innymi słodkich ziemniaków, innych bulw i  z kokosem. Sama jestem ciekawa. Albo przeniosę się do Afryki Północnej i zrobię marokańską zupę o nazwie harira. Jeszcze nie wiem.

    piątek, 11 czerwca 2010

    Chakula znaczy jedzenie w swahili - dziś bobotie

    Bobotie to potrawa tzw. kuchni domowej w Południowej Afryce. Jak to z takimi potrawami bywa,  jest tyle ich wariacji,  ile gospodyń domowych. Bobotie jest daniem z długą tradycją,  a przywedrowało do Południowej Afryki z holenderskich kolonii w Indonezji. Do prowincji Kapp dotarło w latach 1600-tnych, ale teraz można je spotkać w wielu innych krajach Afryki jak: Kenia, Botswana, Nigeria i Zimbabwe. Przepis, który wykorzystałam pochodzi od kucharza, chyba jedynej afrykańskiej restauracji w Sztokholmie, o nazwie Chakula.


    Mamy do niej niedaleko, i tam święciliśmy czyjeś urodziny,  jakiś czas temu. Stoliki trzeba rezerwować.
    W lecie jest bardzo przyjemnie posiedzieć w ogródku, na ulicy. Zawsze są do dyspozycji ciepłe pledy - bo to w końcu północ Europy - i  korzystaliśmy z nich kilkakrotnie (mają w dodatku bardzo ładne kolory).
    Ja zamówiłam właśnie bobotie,  i bardzo byłam z wyboru zadowolona. Jedliśmy tam jeszcze kilka razy i za każdym razem bobotie smakowało trochę inaczej, ale zawsze bardzo;) I tak ma właśnie być.
    To moje pierwsze bobotie, więc, wyjątkowo tym razem, trzymałam się podanego przepisu dość śćiśle.
    • 1 kg chudej mielonej jagnięciny lub wołowiny 
    • 2 kromki tostowego chleba 
    • 2 ząbki czosnku
    • 2 łyżki masła
    • 2 łyżki utartego imbiru
    • łyżeczka mielonego kminu rzymskiego
    • łyżeczka słodkiej mielonej papryki 
    • 2 łyżeczki curry
    • 2 łyżki czerwonego octu winnego
    • 2 łyżki sosu worcestershire
    • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
    • 4 łyżki rodzynek
    • 4 łyżki suszonych moreli
    • 2 jajka
    • 200 ml mleka 
    • sól & pieprz
    • ewentualnie trochę świeżej kolendry


    Przyrządzamy w następujący sposób:

    Nagrzać piekarnik do 200 stopni. Chleb tostowy namoczyć w mleku. Obrany i drobno posiekany czosnek przysmażyć chwilkę na maśle. Dodać mięso i smażyć, mieszając i rozgniatając większe grudki, na lekko rumiano. Dodać kmin, paprykę, ocet winny (ja miałam daktylowy balsamiczny - super) rodzynki, pokrojone drobno morele, sól i pieprz oraz rozmoczony chleb.  Starannie mieszać, tak żeby nie było żadnych grudek. Masę mięsną przełożyć do formy żaroodpornej. 2 jajka wymieszać z mlekiem, w którym moczył się chleb oraz solą i pieprzem na gładką masę. Mieszanką polewamy mięso i wstawiamy do piekarnika na max. 40 minut. Powierzchnia ma być śćięta i lekko przyrumieniona.  Bobotie kroimy w kawałki i podajemy z żółtym ryżem. 
    Ja ugotowałam basmati z kurkumą (dla koloru) i dodatkiem prawdziwej wanilii. 
    Bardzo pasuje jakiś chutney - ja miałam mangochutney - i sałata.



    Danie na czasie,  w zwiazku z mistrzowstwami piłki noznej, odbywającymi się właśnie w RPA. Bardzo polecam, choć pewnie nie dla wszystkich kombinacja mięsa z czosnkiem i suszonymi owocami będzie zachęcająca, ale naprawdę warto spróbować. Poza tym sprawdzono, że smakuje dzieciom:)

    ****
    Dziś moja mama przywiozła mi z Polski ser koryciński (dzieki wielkie Pinosku), i ogórki małosolne. Więc jutro pędze do polskiego sklepu po biały ser i zrobię mój ulubiony twarożek. I w ogóle będzie cały dzień polski;)

    piątek, 21 maja 2010

    Sałatka marokańska z ryżem

    Tę sałatkę robię od wieków, nawet na pewno pojawiła się kiedyś w GP. Przepis pochodzi z ksążki z lat, bodajże 80-tych, pod tytułem -chyba - Kuchnia z róznych stron świata. Ksiązka zresztą zabawna i bardzo żałuję, że mi gdzieś zaginęła. Autor, w jej wstępie, pisał o tym,  czym można zastąpić produkty wówczas w Polsce niedostępne. Najbardziej podobał mi się,  dość zresztą karkołomny, pomysł na zastąpienie kaparów owocami jakichś krzewów. Niestety nie pamiętam jakich;)* Nie jestem wcale pewna, na ile ta sałatka jest rzeczywiście marokańska, ale tak ją nazywamy w domu. Na pewno w Maroku popularne jest połączenie ryżu, jajek na twardo i tuńczyka.  Robimy tę sałatkę często w lecie, kiedy spodziewamy się kogoś w porze lunchu.
    Składniki na 6 osób:
    - 2 dl ryżu (kubek) u gotowanego w wodzie z dodatkiem kurkumy
    - 2 pomidory (lub 1opakowanie pokrojonych małych)
    - 1 dl zielonych oliwek z anjovis (mogą być też bez)
    - 2 małe zielone papryki, szpiczaste, lub nie
    - 3 jajka ugotowane na twardo, podzielone na 8)
    - 1puszka filetów anjovis w oliwie, drobno pokrojone
    - 2 łyzki oliwy dobrej jakości
    - 3 łyżki białego octu winnego
    - świeże zioła (bazylia, oregano, rozmaryn, tymjanek) i 1 lyżeczka kaparów.
    Wymieszać w sporej misce składniki dresingu, tzn. oliwę, ocet winny i poszatkowane zioła. Dodać ryż, anjovis, kapary, paprykę i porządnie wymieszać. Wstawić na kilka godzin do lodówki, żeby się sałatka "przegryzła". Przed podaniem udekorować pomidorami i jajkami. Należy uważać z solą - filety anjovis są bardzo słone. Pasuje świetnie do wytrawnego, białego wina, lub zimnego piwa. Zwykle podaję do niej ciepłe chlebki pita.
    * dziś moja mama przypomniała mi, że to wcale nie owoce krzewów, tylko nasiona nasturcji, były propagowane    jako zastępnik kaparów. Nie jestem jednak tego zupełnie pewna;)