Inspiracja zaczerpnięta z bardzo starego wątku o sezonie kalafiorowym na forum Kuchnia z roku pańskiego 2005. Od tegoż to pamiętnego roku zupa ta gości na naszym stole, gdy tylko w sklepie pojawiają się prawdziwie młode i świeże kalafiory. W tym sezonie była już dwa razy, za każdym razem trochę inaczej.
Przepis oryginlany został przeze mnie troszkę zmodyfikowany, ale podstawowe składninki są oczywiście zachowane. Poniższy opis przygotowania zupy jest w zasadzie prawie dokładnym cytatem ze wspomnianego wątku.
Kalafior podzielić na zgrabne różyczki, ugotować w bulionie dodając różne przyprawy. Brunosch proponował kminek, liść laurowy i rozmaryn (jak ktoś lubi).Ja z kminku rezygnuję, ale liść laurowy dodaję. Dla ładniejszych kolorów dodaję też brokuł.
- dodać przeciśnięty ząbek czosnku
- wybrać i odłożyć najzgrabniejsze różyczki, resztę zmiksować
- dodać pomidory pokrojone w kostkę (lub zapuszkowane, ale odcedzone z płynu)
- dodać pokrojony szczypiorek (u mnie dymka) i nać pietruszą, a ja ponieważ uwielbiam koperek więc dodaję go dość dużo.
- Doprawić solą, pieprzem, i ewentualnie bazylią. Podawać z zaoszczędzonymi różyczkami kalafiora i brokuła i jeszcze czym się chce, np. marchewką.
