Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 stycznia 2014

Na poczatek roku rozgrzewajca zupa z warzyw korzeniowych

Wiadomo chyba, że nie mogłabym zacząć nowego roku bez zupy. Więc zaczynam zupą z warzyw korzeniowych lub bulwiastych jak kto woli. Pogoda tej zimy jest paskudna więc jedynym sposobem na poprawienie sobie humoru po niezbyt przyjemnym spacerze jest miska rozgrzewającej, kremowej zupy. 
Bardzo przyjemny jest też złocisty kolor tej zupy, choćby przez kontrast do totalnej szarzyzny panującej na dworze. Nawet mój ukochany szlak spacerowy na Norr Mälarstrand prawie zupełnie się nie broni w tej szarości. Mniejsza z tym przejdzmy do rzeczy czyli zupy.

Składniki:

  • por lub cebula
  • ząbek czosnku
  • 4 ziemniaki
  • 4 marchewki
  • 2 pietruszkowe korzonki
  • pół selera 
  • kawałek rzepy lub kalarepki ew. innej ulubionej bulwy
  • masło
  • 300 ml śmietanki 30/40 procentowej
  1. Zeszklić pokrojony por lub cebulę na maśle i pod koniec dodać wyciśnięty czosnek.
  2. Obrać i pokroić wszystkie bulwy i korzonki, wrzucić do garnka z cebulą i zalać wodą tak by warzywa były tylko zakryte.
  3. Gotować do miękkości wszystkich składników - posolic ew. dopieprzyc.
  4. Dodać śmietankę i zmiksować całość, posmakować i ewentualnie doprawić.
  5. Podawać posypaną pietruszką z chrupiacym chlebem.
I to wszystko. Ta zupa nie potrzebuje nic więcej przede wszystkim dlatego, że sezonowe bulwy maja same w sobie cudowny smak a użycie nielightowych masła i śmietanki tylko go podkreśla.

A na zakończenie życzenia:

PS. Zauważyłam, że jak się pracuje profesjonalnie w branży to jest jakoś mniej czasu na blogowanie.
Ale postaram się mimo wszystko publikować częściej. L

niedziela, 19 lutego 2012

Pieprznik trąbkowy w kremowej grzybowej

Ciekawe ile razy już tutaj pisałam na temat mojej miłości do zup - nie chce mi się sprawdzać - ale pewnie przy okazji każdego, publikowanego tutaj przepisu zupnego. Tak czy inaczej, nie przejmując się swoim własnym gadulstwem, powtarzam raz jeszcze: zupy kocham i będę je propagowała zagorzale, tym bardziej, że w kraju, w którym mieszkam obecnie, są traktowane niezwykle po macoszemu. A zupy - szczególnie te gorące, rozgrzewające nas w zimie, treściwe i bardzo pożywne - są niezwykle bliskie mojemu sercu. Więc czas na jedną z moich 100 ulubionych - grzybową, kremową.

 Do przyrządzenia akurat tej zupy użyłam 3 rodzajów grzybów, leśnych pieczarek, suszonych prawdziwków i pieprznika trąbkowego. 
Pieprznik trąbkowy (Craterellus tubaeformis) – gatunek grzyba z rodziny pieprznikowatych, o którym więcej możecie poczytać tutaj. W Szwecji nazywany jest trattkantareller co oznacza dosłownie kurki lejkowate - choć oczywiście kurki należa do innej grupy grzybowej - zabawna i bardzo trafna nazwa moim zdaniem. Jednak polska nazwa dużo bardziej mi się podoba.
Według Wikipedii nie jest zbierany w Polsce. Ciekawe dlaczego?

 Zdjęcie obok bezczelnie skopiowałam z Wikipedii, za co przepraszam.

Składniki na 4 porcje albo trochę więcej:  
  • 400 g pieczarek leśnych
  • spora garść suszonych prawdziwków
  • 200 g pieprznika (oczywiście niekoniecznie, można zastąpić innymi grzybami, lub po prostu pieczarkami
  • 2-4 ząbków czosnku
  • 1 cebula
  • 1 cebula
  • 150 ml białego wina (można pominąć)
  • 0, 75 l bulionu warzywnego
  • sól, pieprz, tymianek, pietruszka i oregano
  • kilka łyżek creme fraiche

I co dalej:
  1. Namoczyć suszone grzyby w odrobinie wody na przynajmniej 30. min - wode z moczenia zachować.
  2. Obrane i pokrojone pieczarki spocić na patelni dopóki cała woda z nich nie odparuje. Dodać maslo i w dosyć wysokiej temperaturze podsmażyć z czosnkiem i przyprawami.
  3. W garnku poddusić na oliwie, lub oleju lub maśle - do wyboru - pokrojoną cebulę. 
  4. Dolać bulion, wino, podsmażone grzyby i wymoczone suszone. Dodać wodę z moczenia. Pogotować 10 minut.
  5. Dodać trochę creme fraiche lub śmietany i zmiksować i ewentualnie doprawić.

sobota, 19 listopada 2011

Po prostu krupnik

Według mnie krupnik to jedna z najlepszych polskich zup, na którą ogromnej ochoty nabieram na ogół późną jesienią. Krupnik rozgrzewa i syci jednocześnie, a całej rodzinie najlepiej smakuje ze świeżo upieczonym chlebem. I jest to wtedy najdoskonalszy przedstawiciel jednodaniowego obiadu lub ciepłej kolacji. Akurat tutaj prezentuję krupnik  w wersji z mięsem, ale oczywiście równie dobrze można zrobić wersję wegetariańską.

Krupnik 6 porcji:
  • 0,5 kg mięsa z kością - użyłam schabu
  • 2 l wody
  • 3 marchewki
  • kilka suszonych grzybów
  • sól & pieprz
  • kilka ziaren ziela angielskiego i kilka listków laurowych, trochę majeranku wg. uznania
  • kasza jęczmienna ok. pół szklanki
  • 4-5 ziemniaków pokrojonych w kostkę
  • natka pietruszki


Sposób przygotowania:

  1. Mięso z kością zagotować w osolonej wodzie, zebrać tzw. szumowiny i gotować do miękkości. Wyjąć i oddzielić mięso od kości i pokroić na drobne kawałki.
  2. Do wywaru mięsnego dodać pozostałe przyprawy, obrane i pokrojone warzywa oraz uprzednio namoczone i pokrojone grzyby suszone. Wode z moczenia dodać oczywiście do krupniku.
  3. Dodać kaszę i pogotować do momentu aż warzywa i kasza będą gotowe. 
  4. Dodać pokrojone mięso, wyjąć liście laurowe i podawać krupnik posypany natką pietruszki.

niedziela, 6 lutego 2011

Marokańska harira w wersji wegetariańskiej

Nic lepiej nie pasuje na szare, zimne dni jak rozgrzewająca, treściwa i kolorowa zupa. Jestem generalnie wielbicielką zup każdego rodzaju - poza zupą owocową - a zimą gotuję zupy kilka razy w tygodniu. Tym razem przyszła kolej na marokańską harirę - zupę jadaną w krajach Maghrebu głównie w czasie Ramadanu, ale nie tylko. Harira jest podawana najczęściej jako pierwsze danie w czasie party odbywającego się po zapadnięciu zmroku, gdy nareszcie można przerwać, trawjący od wschodu słońca, post. Jest oczywiście ogromna ilość wariacji na temat hariry, ja popatrzyłam na kilkanaście przepisów i przygotowałam swoją wersję, tym razem wegetariańską. Warzywa, których używa się przygotowując zupę zależą od sezonu - zrezygnowałam z selera naciowego, występującego w wielu przepisach - i wybrałam szwedzką marchewkę. Oprócz soczewicy i ciecierzycy można dodać dowolne rodzaje fasoli, czyli pole do eksperymentów jest ogromne. Mięso, którego najczęściej używa się gotując harirę to baranina, ale zastępuje ją też wołowina lub drób. Ja ze względu na naszych gości - wegetarian - jako źródło proteiny wybrałam quorn * w kawałkach. Zupa jest niezwykle pożywna i w zasadzie wystarcza za cały posiłek, a jeśli jeszcze dodamy do tego kilka kawałków chlebka pita (lub pitta) no to już w zasadzie nic więcej nam nie trzeba, żeby wstać od stołu sytym i rozgrzanym. Zapraszam na moją wersję hariry.

  Składniki na 6 głodnych osób:

  • 500 g quorn w kawałkach
  • 4 łyżki oliwy
  • 3 cebule
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 puszki (800 g) ciecierzycy lub 300 g suchej ciecierzycy
  • 100 g czerwonej soczewicy
  • 100 g zielonej soczewicy
  • 4 marchewki
  • sól & czarny pieprz
  • pieprz cayenne, kumin, kurkuma (lub szczypta szafranu), cynamon, ewentualnie trochę kolendry i imbir
  • 1 op. krojonych pomidorów (ok. 400g)
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 200 g połamanego cienkiego makaronu np. vermicelli (często występuje ryż lub kuskus)
  • opcjonalnie fasola z czarnymi oczami - użyłam około 1/2 puszki lub inna
  • pietruszka lub kolendra
  • 2 l bulionu warzywnego
Quorn obsmażyć na oliwie,  dodać cebulę i wyciśnięty czosnek oraz przyprawy. Poddusić chwilę i przełożyć do garnka z bulionem. Gotować na wolnym ogniu dość krótko. Dodać  wypłukaną zieloną soczewicę i po 5 minutach czerwoną oraz pomidory. Gotować 15 minut. Dodać ciecierzycę z puszki i ewentualnie fasolę, zagotować i  jeśli trzeba  doprawić oraz dodać sok cytrynowy (lub limonkowy). Dołożyć połamany na drobne kawałki makaron i gotować jeszcze 3 minuty. Podawać posypane pietruszką lub kolendrą i plasterkami cytryny.

Przepis dodaję do durszlakowej akcji  Festiwal Kuchni Arabskiej pod patronatem Filozofii Smaku.

* Podstawowym surowcem użytym do produkcji Quorn jest grzyb Fusarium Venenatum oraz białko jajka - więc weganie raczej nie mogą go używać - a szkoda;)  Quorn jest niezwykle popularny w Wielkiej Brytanii i w Irlandii - i od kilku lat również w Szwecji - w większych sklepach można kupić cała gamę produktów na nich opartą, które w dodatku świetnie - stanowczo  lepiej od soi -imitują każdy niemal rodzaj mięsa w różnorodnych potrawach.

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Amerykańska zupa z kukurydzy z bekonem

Historia gotowania tej zupy przeze mnie ma dobrych kilka lat. Pierwszy raz usłyszałam, a raczej przeczytałam o niej w relacji z parapetówki jednego z naszych przyjaciół - już wtedy mnie zainteresowała. Wyżej wymieniony przyjaciel gościł u nas w Sztokholmie i na jedną z kolacji zaproponował właśnie tę zupę przeciw czemu oczywiście nie protestowaliśmy. Zupa nam smakowała, ale jakoś byliśmy nieuważni i nie zanotowaliśmy szczegółów jej przygotowywania. Po jakimś czasie poprosiłam M. o podanie mi przepisu na nią, na co on odpowiedział: ależ LidKo masz przecież tę książkę z której pochodzi przepis. Miał na myśli  "Zupy" z cudownej serii Könemann  Le Cordon Blue. Książkę mam i przewertowałam ją oczywiście z 15 razy w poszukiwaniu tegoż właśnie przepisu - daremnie. Ponowiłam więc prośbę o przepis i okazało się, że jest rzeczywiście w tej serii,  ale w częśći poświęconej ziemniakom, której akurat nie mam.  No nic w końcu przepis dostałam i przyszedł czas na moją wersję* tej właśnie zupy. Nie wiem co prawda dlaczego jest to amerykańska zupa - z powodu kukurydzy? - ale mniejsza z tym - jest pyszna.

Na 4 osoby:
  • 140 g bekonu, jak najchudszego
  • 3-4 ziemniaki
  • 400 g ziaren kukurydzy- u mnie mrożona
  • 1 l bulionu warzywnego
  • 2 łodygi selera naciowego
  • oliwa
  • sól & pieprz
  • 3 ząbki czosnku
  • kurkuma dla ładniejszego koloru ;)
  • pietruszka lub kolendra

Zrumienić pokrojony  bekon i część odłożyć na papierowy ręcznik. Lekko podrumienić pokrojone ziemniaki i seler. Dodać bulion i kukurydzę. Gotować do momentu gdy ziemniaki będą miękkie (ok. 10 min.). Wyjąć trochę ziemniaków z kukurydzą i odłożyć na bok. Zmiksować resztę. Dodać odłożone ziemniaki i kukurydzę. Podawać posypane odsączonym z nadmiaru tłuszczu bekonem i ulubioną zieleniną.

* W oryginalnym przepisie jest boczek, który zawsze zastępuję bekonem. Nie ma czosnku i selera a ja uważam, że czosnek podnosi smak wszystkiego;) więc prawie nie gotuję bez niego - a seler mi bardzo tu pasował. No i w oryginale zupa nie jest miksowana - ja bardzo często miksuję część a część składników dodaję potem - bardzo lubię kremowe zupy, ale jest też przyjemnie w coś się wgryźć momentami.  To były moje zmiany, więc dlatego używam zwrotu moja wersja.

sobota, 9 października 2010

Barszcz zwany ukraińskim

Podobno na Ukrainie nie dodaje się do barszczu fasoli, ale ja nie wyobrażam sobie tej zupy bez dużej, białej fasoli. I moja wersja barszczu - tym razem wegetariańska - fasolę oczywiście zawiera. Według mnie jest to też jedna z tych zup, w której trzeba "móc postawić łyżkę", podobnie jak w krupniku. Przepis jest tradycyjny, z tych, które krążą w rodzinie. Jest to zresztą jedna z moich ulubionych zup, choć nie robię jej zbyt często - jest dość czasochłonna.

Składniki:
  • 1/4 główki białej kapusty
  • 1,5 l bulionu warzywnego
  • 3 duże buraki
  • 4 ziemniaki
  • 2 marchewki
  • 1 cebula
  • 200 g dużej białej fasoli
  • 4 łyżki przecieru pomidorowego
    1 duża cebula
  • 4 ząbki czosnku (lub więcej)
  • 2 łyżki octu lub soku z cytryny
  • 3 łyzki mąki
  • kwaśna śmietana - wg. uznania
  • liście laurowe, sól, pieprz i ziele angielskie

 Przygotowanie:
  • Fasolę namoczyć na noc wg. przepisu na opakowaniu. Następnego dnia zacząć ją gotować w bulionie przez około godziny dodając przyprawy. "Moja" fasola miała się gotować do miękkości przez ok. 1,5 godziny.
  • Kiedy zostanie 30 minut do ugotowania fasoli na miękko obrane i pokrojone  w drobne paseczki buraki wrzucić na patelnię, dodać olej, ocet,  przecier pomidorowy, dolać trochę bulionu i dusić buraki aż będą pólmiekkie. 
  • Na innej patelni, podsmażyć na maśle pokrojoną w kostkę cebulę, pokrojoną w słupki marchewkę i wyciśnięty czosnek.  Do bulionu z fasolą dorzucić ziemniaki, zagotować, następnie dodać poszatkowaną kapustę. 
  • Po 15 minutach dodać zawartość obydwu patelni i gotować następne 15 minut. Pod koniec dodać zasmażkę zrobioną na maśle i pietruszkę lub jak u mnie szczypiorek. Wymieszać i ewentualnie doprawić. Barszcz najlepiej smakuje odgrzewany. Podawać z kleksami śmietany.

W zeszłym tygodniu wzięłam sobie sporą porcję na lunch do pracy. Zainteresowanie było ogromne - kuchnia szwedzka nie ma odpowiednika tej zupy, więc barszcz jest bardzo egzotyczny - w efekcie po entuzjastycznym próbowaniu we wtorek mam przeprowadzić mały kurs gotowania barszczu w pracy. Na szczęście dysponujemy zarówno czasem jak i dobrze wyposażoną kuchnią:)
Mięsożercy mogą dodać bulion  wołowy i skrawki mięsa wołowego drobno pokrojonego.

niedziela, 26 września 2010

Zupa z dyni piżmowej

Dynia piżmowa (Cucurbita moschata) znana jest też jako Butternut squash, a w Australii i Nowej Zelandii występuje jako Buterrnut Pupmpkin. Długo miałam do dyni stosunek bardzo sceptyczny i mało entuzjastyczny, zmiana nastąpiła bardzo niedawno i była to zmiana o 180 stopni. Na odbywającym sie niedawno przyjęciu zupa z dyni wystąpiła w roli głównej i spisała się w niej znakomicie. Przepis gospodyni zanotowałam i przy pierwszej okazji kupiłam dynię i ugotowałam zupę.


Na 8 porcji zupy potrzebujemy:
  • 1 dynia, obrana pokrojona
  • 2 szalotki, drobno pokrojone
  • 3 ząbki czosnku, wyciśnięte
  • 2-3 łyżeczki tymianku
  • 1 litr bulionu warzywnego
  • 1 łyżeczka kminu
  • 1 papryczka chili, drobno pokrojona
  • 400 ml mleka kokosowego
  • sól
  • 100 ml białego wina (opcjonalnie)
  • 1 łyżka oleju, 1 łyżka masła

 Przygotowanie:
Cebulę, czosnek i tymianek "zeszklic" na oliwie i masle. Dodac dynie pokrojoną w kostke, smazyc krotko. Dodac kmin, bulion, chili oraz sól i gotowac 30-40min.
Zmiksowac, dodac mleko kokosowe, zagotowac. Dodac wino (lub trochę soku cytrynowego) nie gotowac tylko podgrzać. Miłośnicy kolendry mogą posypać nią zupę, ja dodałam świeży tymianek.
Zupa jest wspaniała i to dla mnie też ciekawe doświadczenie, ponieważ do tej pory jak wspomniałam dynia była poza sferą moich zainteresowań. Takie przewartościowanie. Może zmienię też kiedyś mój bardzo negatywny stosunek do bakłażana.

niedziela, 19 września 2010

W roli głownej słonecznik bulwiasty czyli zupa z topinambura

Może wyglądać bardzo różnie - ma  nieregularny i różnorodny kształt, nie jest specjalnie piękny, ani specjalnie popularny - w każdym razie nie w Polsce. Dlatego własnie chciałabym wszystkich zachęcić do jego spróbowania. Dziś bowiem chcę zareklamować słonecznik bulwiasty , który ma zresztą bardzo dużo nazw. Zarówno po polsku jak i po angielsku słonecznik bulwiasty (łac. Helianthus tuberosus) nazywany jest inaczej topinamburem. Nazwa wywodzi się od południowoamerykańskiego plemienia Indian Tupinamba z Brazylii, których jako pierwszy opisał szerzej w XVI w. niemiecki podróżnik Hans Staden. Gorąca herbata z plasterkiem topinamburu smakuje podobnie do herbaty z cytryną. Z tego powodu bulwy nazywane bywają też "cytryną północy" (ang. Northern lemon). Jeszcze ciekawsza jest terminologia angielska, słonecznik ten określany bywa na kilka sposobów: jako Jerusalem artichoke, sunroot albo też sunchoke.

A w innych językach tak:
  • Niemiecki: Erdbirne, Topinambur
  • Francuski: Topinambour
  • Hiszpański: Aguaturma
  • Norweski: Artichoke
  • Szwedzki: Jordärtskocka
Warzywo uprawiane było przez Indian, szczególnie we wschodniej części Ameryki Północnej na długo przed dotarciem tutaj białych. Jego pierwsza podróż do Europy wiąże się natomiast w pewnym sensie z Kanadą. Do Francji przywiózł go bowiem po raz pierwszy w 1615 roku powracający na Stary Kontynent z jednej ze swoich wypraw francuski podróżnik Samuel de Champlain. My znamy go jako założyciela kanadyjskiego miasta Quebec City. Przez kolejne 200 lat uprawa tego oryginalnego warzywa stopniowo rozpowszechniła się w całej Europie. Na początku dwudziestego wieku słonecznik bulwiasty był jedną z ważniejszych roślin uprawnych we Francji. Zaraz po pierwszej wojnie światowej natomiast szybko zanikł - zbytnio kojarzył się bowiem ludziom z wojną i głodem. Dopiero po drugiej wojnie światowej warzywo powróciło do łask, a to z powodu, że odkryto jego cenne własności odżywcze i zdrowotne. Obecnie uprawiany jest w Ameryce Północnej, Europie, Rosji, a także w Chinach oraz Australii. Daje plony porównywalne, a nawet większe niż ziemniak. Zarówno w Polsce jak i w Kanadzie ciągle jednak jest jeszcze warzywem naprawdę mało znanym.

 Do Polski dotarł dopiero w drugiej połowie dziewiętnastego wieku jako roślina uprawna. Uciekł jednak z przydomowego warzywnika i szybko zupełnie zdziczał. Obecnie występuje jako dziko rosnąca roślina na całym obszarze Polski. Spotkać go można na przydrożach, a nawet w nadrzecznych zaroślach. Uprawa jest niezwykle łatwa. Rośnie prawie na każdej glebie, jest też odporne na mróz i  na suszę, a rozmnaża się go z bulw. Aby zacząć jego uprawę wystarczy kilka jego bulw posadzić wiosną do gruntu.I jeszcze jedno: Bulwy topinamburu mogą być spożywane przez diabetyków. Bulwy zawierają bowiem do 20% specyficznego węglowodanu inuliny, który jest zupełnie nieszkodliwy dla cukrzyków. Inulina ulega w organizmie ludzkim hydrolizie do bezpiecznej dla diabetyków fruktozy. Zawartość skrobi i innych cukrów prostych jest natomiast w bulwach bardzo niewielka*. Sezon zaczyna się jesienia i kończy w kwietniu. Podobno wiosenne topinambury sa smaczniejsze, ale najważniejsze jest to, że wzbogacają nasz jesienno-zimowy koszyk z warzywami, stanowiąc ciekawą alternatywę dla innych warzyw bulwiastych. Zachęcam serdecznie, smak jest bardzo interesujący.

Ja robię zwykle zupę topinamburową. Znalazłam na nią wiele przepisów i po jakimś czasie wypracowałam własny.
Na przystawkę dla 6 osób:

  • 500 g  topinambur (ok. 5 szt)
  • 2 mączyste, spore ziemniaki
  • sok cytrynowy ( z połowki cytryny)
  • 2 szalotki duże
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżeczka masła
  • 800 ml bulionu warzywnego
  • 200 ml białego wina wytrawnego - opcjonalnie
  • 100 ml  śmietanki
  • sól &pieprz cytrynowy
  • świeży tymianek & pietruszka
Prygotowanie:
  1. Obciąć wszystkie wypustki  z topinamburów i obrać je. Pociąc na drobniejsze kawałki. Włożyć do zimnej wody z sokiem cytrynowym - bardzo szybko nabierają ciemnego koloru.
  2. Pokroić szalotki i poddusić je, dodać po chwili topinambury i wyciśnięty czosnek i poddusic mieszającokoło 5 minut.
  3. Dodać wino i zredukować, az zostanie połowa płynu.
  4. Dodać bulion i ziemniaki i gotowac az ziemniaki i topinambury będą miękkie - około 10-15 minut.
  5. Dolać śmietankę i zagotować na małym ogniu około 5 minut.
  6. Zmiksować zupę i doprawić solą, świeżo zmielonym pieprzem cytrynowym oraz tymiankiem i pietruszką.
* Większość wiadomości na temat topinamburu w języku polskim  zaczerpnęłam z tej strony.

sobota, 17 lipca 2010

Resztek dojadanie, czyli tajska zupa z kurczakiem i innymi znaleziskami

Ciąg dalszy porządków kuchennych przyniósł kilka szczątkowych,  rozpoczętych opakowań mrożonych warzyw - brokuły, fasolka i 1/3 opakowania warzyw pod nazwą wok classic. W czeluściach zamrażalnika znalazł się też kolejny filet z kurczaka, a w szufladzie warzywnej kilka marchewek.I z tego wszystkiego powstała zupa w tajskim stylu. Takie małe co nieco, które wystarczy jako kolacja na kolejny, upiornie duszny wieczór.
  
Tajska zupa z kurczaka z warzywami:
  • 2 szklanki bulionu drobiowego
  • 1/2 puszki (200ml) mleka kokosowego
  • 1 pierś kurczaka (ok. 250g)
  • wyciśnięty sok i starta skórka z 1 limonki
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • kolendra, lub tajska bazylia
  • łyżka posiekanej trawy cytrynowej
  • 4-5 liści z limonki Kaffir, posiekane
  • marchewka, fasolka, brokuł, kawałek pora, kalafior i co tam jeszcze się znajdzie
  • małe zielone tajskie chili, posiekane

Kurczaka, pokrojonego w paseczki i warzywa zagotować w bulionie (ok. 10 min), dodać sos rybny, chili, mleko kokosowe i przyprawy. Pogotować chwilkę i gotowe. Można dodać odrobinę gotowej pasty green curry, co zrobiłam. Podawać posypane kolendrą lub tajską bazylią.


Zamrażalnik i lodówka pustoszeją, ale w całym domu pietrzą się rzeczy przygotowywane na wyjazd. Dziś  z piwnicy przywędrowały torby i plecaki, buty górskie i kalosze - tak na wszelki wypadek. Jeszcze nie wiem co z tego wszystkiego, tak naprawdę powędruje do bagażnika - pewnia połowa, albo jeszcze mniej. Dziwne to uczucie, bo pierwszy raz od wielu lat, szykujemy się na wyjazd samochodem, a nie samolotem. Żadnych ograniczeń - więc jak to zwykle bywało,  to wrzucimy jeszcze i to i tamto, bez sensu i za dużo. Ale co tam - mamy miejsce;)
I oczywiście musimy ze sobą zabrać muzykę - przeglądamy nasze CD...


środa, 14 lipca 2010

Na upały ... turecka zupa jogurtowo-ryżowa z miętą

Jadłam tę zupę dawno temu i pamiętam, że  byłam nią zachwycona. A potem o niej zupełnie zapomniałam. Coś, lub ktoś ją przpomniał i zaczęła za mną chodzić. Po turecku zupa nazywa się Yayla Çorbasi i często podaje się ją chorym, nie wiem z jakiego powodu. Może dlatego, że to taka zupa-nic - lekka, a jednak pożywna. Oparłam się na przepisie znalezionym tutaj, ale nie byłabym sobą gdybym go trochę nie zmieniła*. Do tej zupy można spokojnie użyć resztek ryżu ugotowanego wcześniej, podgrzewając go tylko w bulionie zamiast gotowania.

Zupa jogurtowo-ryżowa - 6 porcji:
  • 150 g ryżu
  • 1 litr bulionu warzywnego
  • 300 ml jogurtu naturalnego
  • 1 jajko
  • 2 łyżki suszonej mięty
  • 2 łyzki świeżej mięty
  • 2 ząbki czosnku, wyciśnięte
  • kilka łyżek oliwy
  • 2 łyzki koncentratu pomidorowego
Ugotować ryż w bulionie, aż będzie miękki (w przypadku, gdy nie mamy resztek ryżu). W osobnym garnku wymieszać dokładnie jogurt z jajkiem i czosnkiem i mieszając cały czas gotować na bardzo małym ogniu około 10-15 minut. Dodać ryż z bulionem i powoli  doprowadzić do zagotowania całości. Dodać posiekaną świeżą mietę. Na patelni rozgrzać oliwę  dodać suszoną miętę i po 20-30 sekundach koncentrat pomidorowy oraz odrobinę wody. Część "sosu" dodać do zupy i wymieszać raz jeszcze, a reszte zostawić do polania zupy już na talerzach. Ja posypałam jeszcze zupę melisą cytrynową, która moim zdaniem bardzo tu pasowała. Zupę je się na ciepło, ale ja nie lubię jak jest gorąca. Może za pięknie nie wygląda, ale jest świetna, szczególnie jak jest tak gorąco - a jest w dalszym ciągu.
Jeśli zupa nie zostanie zjedzona, należy ją podgrzewać bardzo ostrożnie, nie doprowadzając do zagotowania Następnego dnia, jak to z ryżem bywa, jest go więcej, i zupa jest bardziej zawiesista, ale smaki się też bardziej przegryzły i jest nawet jeszcze lepsza. Mięta nadaje jej specjalny i ciekawy smak w kombinacji z jogurtem.
* W oryginalnym przepisie jest mąka, z ktorej zrezygnowałam na rzecz zwiększenia ilości ryżu. Nie ma też czosnku i koncentratu pomidorowego. Można użyć bulionu z kurczaka i wodę lub samą wodę, ja użyłam bulionu warzywnego.

środa, 7 lipca 2010

Nic mi więcej nie potrzeba, czyli zupa ogórkowa z małosolnych

Ogórki małosolne to moja wielka miłość,  od zawsze i na zawsze. Niestety, od kiedy mieszkam na pólnocy Europy, jest to miłość niezwykle trudna. Pierwsze, bowiem,  nadające się do kiszenia ogórki* pojawiaja się tutaj dopiero w połowie sierpnia. Do tego czasu - jeśli nie spędzam wakacji w Polsce - usycham za nimi z  tęsknoty. Nic, ale to naprawdę nic, nie jast w stanie konkurować ze smakiem takich 2-3 dniowych, jeszcze trochę zielonych,  małosolnych. Od mniej więcej roku, czy dwóch, polskie sklepy w Sztokholmie próbują wypełnić tę bezdenną otchłań tęsknoty, sprowadzając do swoich magazynów ogórki małosolne z Polski. Na wieść o dostawie wskakuję w samochód i z błogim uśmiechem, podszytym nadzieją,  jadę.I co? I nic. Uśmiech blednie, kiedy po raz kolejny okazuje się, że do rzeszy wielbicieli małosolnych, dotarła kwaśna , kapciowata namiastka.  Namiastka, nie mająca nic wspólnego z jędrnym, chrupiącym, jedynym w swoim rodzaju,  "prawdziwym" ogórkiem małosolnym.
Cóż, jednak i tak zawsze kupuję tę namiastkę. Wybieram kilka, w miarę jędrnych jednostek, które wykorzystuję do mojego ulubionego twarożku. A reszta? Jedynym ratunkiem jest zrobienie zupy ogórkowej.Ot bałahostka, ale jednak cieszy, mimo wszystko.

Zupa ogórkowa z małosolnych:
  • 6-7 utartych ogórków i woda z nich
  • kilka marchewek (2-3)
  • kilka ziemniaków (3-4)
  • bulion warzywny
  • 1 ząbek czosnku, wycisnięty
  • pieprz
  • bardzo dużo koperku
  • śmietana, dowolna ilość
W bulionie ugotować marchewkę i ziemniaki (10-15 min). Dodać podduszone, przez chwilę na maśle, utarte ogórki i wodę ogórkową. Doprawić ewentualnie pieprzem. Sól, jest raczej nie potrzebna. Dodać smietanę i pokrojony drobno koperek. I już nic więcej. Jeść, ciesząc się, że pozostali członkowie rodziny - dziwacy jacyś - kręcą nosem na jedną z najlepszych na całym świecie zup. Zrobienie jej po raz pierwszy, jakieś 5 lat temu, zawdzięczam Monice, która niestety ostatnio nie ma czasu na działalność w kuchni., a tym mniej na pisanie na blogu. Mam nadzieję, że to wkrótce ulegnie zmianie.  Tak czy inaczej, to moje dzisiejsze  gotowanie jest z dedykacją dla Moni.

*tzw. västeråsgurka ( nazwa pochodzi od rejonu uprawy)

piątek, 2 lipca 2010

uff, jak gorąco...czas na gazpacho

Żar leje sie z nieba, to nie jest szwedzkie lato, to lato wręcz tropikalne - od tygodnia nie spadła kropla deszczu... Nie, ja wcale nie narzekam, kiedyś dawno obiecałam sobie nigdy nie narzekać na upały, tym bardziej, że lato nie zawsze nas rozpieszcza na północy Europy. No, ale nie da się ukryć, że nic się nie chce - na pewno nie chce się gotować, a trochę nawet nie chce się jeść. Wtedy idealne jest właśnie gazpacho - hiszpański chłodnik, którego przygotowanie nie zajmuje zbyt dużo czasu. Trochę tylko czasu zajmuje oczekiwanie na schłodzenie i przegryzienie się zupy. No bo jest to zupa, na którą pomysł powstał za czasów panowania arabskiego na Półwyspie Iberyjskim.

 Nie ma niewłaściwego przepisu na gazpacho. Może być białe, zielone, pomarańczowe lub czerwone, czyli tylko brak fantazji narzuca ograniczenia. Można jeść łyżką, zachowując część składników niezmiksowanych, można zmiksować i popijać z lodem. Tradycyjnie do gazpacho dodawany jest biały chleb, no ale trzeba pomyśleć o diecie bezwęglowodanowej i z niego zrezygnować. Moim zdaniem to w dalszym ciągu nie zmienia faktu, że to jest gazpacho. Można podawać z dodatkami lub bez dodatków. Ja na dzisiaj wybrałam wariant najprostszy, bez żadnych dodatków.

Mój dzisiejszy przepis jest następujący:
  • 1 kg  pomidorów bez skórki 
  • 3 zielone papryki
  • 3 ząbki czosnku
  • kilka dymek
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 1 ogórek
  • 3 łyżki oliwy extra vergine
  •  3 łyżki octu balsamicznego
  • sól & pieprz
  • kilka kropli  sosu worchestershire
  • sok pomidorowy (opcjonalnie)
Wszystkie składniki pokroić i dokładnie zmiksować. Wstawić do lodówki na przynajmniej 1 godzinę, chętnie dłużej. Podawać z lodem lub bez, zagryzając selerem.
Możliwe, lecz niekonieczne dodatki to np.: 1 ogórek pokrojony w kostkę, 1 zielona papryka pokrojona w kostkę, szczypior pokrojony w paseczki lub też grzanki czosnkowe. 

A potem usiąść sobie w cieniu,  w ogrodzie - lub jak ja,  na balkonie z opuszczoną markizą - i delektować się gazpacho.

sobota, 26 czerwca 2010

Afrykański barszcz o smaku kokosowym

Zainteresował mnie przepis znaleziony na taste-africa.com. Zupę powinno się gotować w potije,  żelaznym trójnożnym garnku, pod którym bezpośrednio rozpala się ogień i całe gotowanie oczywiście odbywa się na zewnątrz. Zastąpiłam potije swoim żeliwnym garnkiem i gotowałam w domu. Chodzi po prostu o to, że potrawa ma gotować się w tym samym garnku od początku do końca.


Składniki na zupę dla 6 osób:
  • ½ rzepy
  • 1 słodki ziemniak
  • 3-4 buraki
  • 1 czerwona cebula
  • 1 łyżeczka majeranku
  • 1 łyżeczka  imbiru
  • ½ łyżeczki cynamonu
  • 2 zielone papryczki chili 
  • trochę pokrojonej dymki
  • 750 ml bulionu warzywnego
  • 400 ml mleka kokosowego
  • garśc płatków migdałów
  • sól  & pieprz świeżo mielony
  • kolendra, wiórki kokosowe
Sposób przygotowania:
Poddusić na oliwie cebulę. Dodać pokrojone w kostkę wszystkie warzywa i przyprawy i dusić, podsmażać kilka minut. Odstawić garnek z palnika, dolać powoli mleko kokosowe i bulion warzywny. Gotować około 15 minut pod przykrywką. Podawać posypane kolendrą lub tymiankiem i wiórkami kokosowymi. Ponieważ najbardziej lubię zupy kremowe, zmiksowałam całość. Zupa ma dość ciekawy smak i bardzo pasuje na zimne, jesienne dni. Należy do przepisów w kategorii: nie jestem pewna czy jeszcze kiedyś to przygotuję. Ale ma bardzo ładny kolor;)

czwartek, 17 czerwca 2010

Callaloo, zielona zupa z Karaibów

Callaloo to bardzo zielona zupa z Karaibów - można wręcz powiedzeć potrawa narodowa tego regionu - z korzaniami w Trinidad i Tobago, ale też niezwykle popularna w Guyana, na Jamajce, Haiti i okolicach. Zupa przywędrowała do tych rejonów wraz z niewolnikami z Afryki Zachodniej w latach 1700-setnych.

Głównym, oryginalnym składnikiem tej, niewinnie prostej,  zupy są liście rośliny o wielu nazwach. W wielu różnych przepisach i regionach spotkamy się z takimi nazwami jak: callaloo lub bhaaji, lecz również coco, tannia, bhaaji,  taro, amaranth lub dasheen bush. Można też spotkać się po prostu z określeniem "callaloo bush". Jednym słowem pomieszanie z poplątaniem i doprawdy gdyby się chciało dociec, które liście są tymi właściwymi, zagubimy się i przy okazji osiwiejemy.

Więc jakkolwiek skomplikowanie by to nie brzmiało, można te wszystkie egzotyczne liście zastąpić po prostu szpinakiem, lub czym innym bardzo zielonym - pewnie nawet pokrzywą, a najpewniej rukwią wodną.
Mniejsza z tym, ja miałam szpinak i na tym się oparłam, przygotowując jedną z tysiąca wersji Callaloo, wegetariańską (są również nie-wegetariańskie w dużym wyborze), ponieważ bardzo mi jakoś to do całej zieloności tej zupy pasowało.


  • 2 łyżki oleju z orzechów ziemnych
  • 2 drobno posiekane cebule, lub jedna duża
  • 2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
  • 3/4 kg liści szpinaku (lub innej zieleniny tego rodzaju)
  • 1 młoda cukinia (niekoniecznie)
  • 1 papryka chili drobno pokrojona
  • 1/2 l bulionu z kurczaka lub warzywnego
  • 1,5 łyżeczki kuminu
  • 1,5 zmielonej kolendry
  • 250 ml mleka kokosowego
  • 250 ml słodkiej śmietanki
  • sól
  • sok z limonek
Na oleju podsmażyć cebulę, czosnek i pozbawione pestek chili, dodać po chwili przyprawy i poddusić jeszcze chwilkę. Jeśli oprócz liściastej zieleniny używamy cukinii lub np. okry (którą też oczywiście można dodać do zupy) należy je dodać w tym momencie. Następnie dolać wszystkie płyny i pogotować kilka minut. Autor przepisu *, z którego korzystałam, zaleca gotowanie przez 30 minut, szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego. Dodać liście i pogotować 5 minut. Zmiksować zupę dokładnie i podować z odrobiną mleka kokosowego i soku z limonki.

Zupa jest zaskakująca, można ją pokochać lub przeciwnie całkowicie odrzucić. Niestety jedyną osobą w domu, która mogła przetestować jej smak byłam ja. Autor przepisu zalecał dodanie 2 papryczek rodzaju Birds eye, więc pomyślałam sobie, że dodanie jednej habanero będzie zupełnie ok. Myliłam się niestety, musiałam trafić na habanero o mocy 500.000 w scali Scoville;)**. Ale dałam radę i wielbicielom wszelkiej zieleniny bardzo zupę polecam, ale też zachęcam do ostrożności w doborze chili do niej. Myśle, że najczęściej spotykany Spanish Peppar, będzie zupełnie wystarczający.

Habanero należy, do jednej z pięciu grup chili, mianowicie, Capsicum chinense . Nazwa jest bardzo myląca ponieważ sugeruje, że habanero pochodziłoby z Chin, gdy gdy tak na prawdę wywodzi się z Ameryki Południowej i Karaibów.
Rodzina Capsicum chinense otrzymała swoją nazwę w roku 1776 av , a jej ojcem chrzestnym był holenderski fizyk :D Nikolaus von Jacquin, który w latach 1754 till 1759 zbierał różne rośliny na Karaibach dla cesarza Franciszka I.  Ciekawe, swoja drogą dlaczego akurat fizyk dostał takie zlecenie. 

Habanero jest jednym z najbardziej ostrych gatunków chili.
Moc habanero waha się między 40.000 - 500.000 Scoville,
co można porównać do cayenne 35.000 - 55.000 Scoville,
lub słabiutkiego peperoni 500 - 1000 Scoville
** Skala Scoville (The Scoville scale) jest miarą ostrości papryki chili, a jej nazwa pochodzi od twórcy tego testu Wilbura Scoville. Więcej bardzo ciekawych informacji na ten temat można znaleźć tutaj.


   * Przepis pochodzi z książki Marcusa
Samuelssona pt. Africa on my mind, 
The Soul of a new Cuisine. A Discovery
of the Foods and Flavors of Africa.
Marcus, urodzony w Etiopii, wychowany
w Szwecji, mieszka obecnie w Nowym
Jorku, w dzielnicy Harlem, gdzie prowadzi
2 restauracje, m.in. Aquavit. Jest on
przedstawicielem nowej kuchni
skandynawskiej oraz propagatorem
kuchni etnicznych, w tym oczywiście
swojego rodzinnego kraju.

niedziela, 13 czerwca 2010

Ziarnisty chleb i polski dzień w kuchni

Kolejny chleb w garnku, metoda niezawodna i w dodatku bardzo prosta. No a chleb zawsze się udaje. Tym razem do ziaren dyni dorzuciłam ziarna słonecznika. Bardzo ładnie zielone komponują się z białymi. 
Tutaj znajdziesz wszystkie nasze przepisy na chleby pieczone w garnku.

***
Chleb owsiano-pszenny z dynią i słonecznikiem:
  • 100 g (1dl) zakwasu żytniego,
  • 300 g (3 dl) wody,
  • 6 g świeżych drożdzy,
  •   200 g  mąki pszennej (u mnie Manitoba)
  • 150 g  mąki owsianej
  • 2 łyżki suszonego koperku
  • 2 łyżki suszonej pietruszki
  • 6 łyżki ziaren dyni
  • 4 łyżki ziaren słonecznika
  • 2 łyżki ziaren siemienia lnianego
  • 50 g otrębów owsianych
  • 6 g (1 łyżeczka) soli
Wymieszać wodę i mąkę, drewnianą łyżką do połączenia się wszystkich składników. Zostawić przykryte na 30 minut, dodać sól, rozpuszczone w odrobinie wody drożdże, wszystkie nasiona oraz zakwas i wymieszać ponownie.
A potem jak zwykle powtarzamy to co dotyczy wszystkich chlebów pieczonych  przeze mnie tą metodą, czyli znowu wklejam sposób postępowania, z tym, że dokonałam pewnej drobnej, aczkolwiek istotnej zmiany.
Przykryć folią plastikową i zostawić na 1 godzinę lub troche więcej. Ciasto ma wyrażnie urosnąć w tym czasie. Następnie wymieszać ciasto za pomocą łyżki, mieszając od dołu do góry, uzyskując w ten sposób coś w rodzaju naprężania ciasta.Powtórzyć tę czynność dwukrotnie, co godzinę. Ciasto rośnie wyraźnie w tym czasie. Po ostatnim naprężaniu pozwolić, żeby ciasto rosło, aż się podwoi. Wyłożyć ciasto, które jest dość rzadkie, awysypaną bardzo obficie mąką, ścierkę kuchenna rozłożoną na blacie. Tak jak pokazuję na zdjęciach. Rozciągnąć w kształt kwadratu i poskładać formując zgrabną paczuszkę - co nie jest banalnie proste ze względu na konsystencję . Przełożyć paczuszkę ze ścierka do durszlaka i przykryć.. Ciasto ma trochę urosnąć. U mnie trwało to ok. 1 godziny. W tym czasie nagrzać piecyk do temperatury 250 stopni, wstawiając do środka żeliwny garnek z pokrywką, lub inne naczynie z pokrywką. Wyjąć nagrzany garnek z piekarnika, i przełożyć delikatnie ciasto do garnka. Przykryć i wstawić do pieca. Po 15 minutach zdjąć pokrywkę, zmniejszyć temperaturę do 230 stopni i dopiec chleb przez 20-25 minut. Wyjąć garnek i wyrzucić chleb do ostygnięcia na kratkę.

Chleb bardzo dobry, z chrupiącymi ziarnami i lekkim smakiem zieleniny, na zdjęciu poniżej w towarzystwie mojego najbardziej ulubionego twarożku. Jak wspominałam, mama przywiozła mi z  Warszawy ogórki małosolne,  między innymi.
W sobotę rano wskoczyłam w samochód i pojechałam do polskiego sklepu, głównie po biały ser. Wiem oczywiście, że można zrobić w domu i często robię,  ale jednak nie wychodzi mi tak dobry.

Przepisu na twarożek nie trzeba specjalnie podawać. W moim ulubionym muszą być ogórki małosolne, pomidory - chętnie takie, które smakują pomidorami - śmietana i dużo koperku, no i oczywiście pieprz i sól. W tym wypadku używam zawsze śmietany, a nie jogurtu czy czegoś innego. Jakoś tak jest najlepiej. Bardzo pasował mi ten twarożek do kromki świeżego chleba posmarowanego, wcale nie cienko, masłem. Bardzo też smakował z, również przywiezionym, serem korycińskim, który jadłam pierwszy raz w życiu. Ser znakomity jest, chyba dołączę do fanów ;)

****
Zwieńczeniem dnia polskiego był chłodnik, nie wiem czy on litewski czy polski, ale uwielbiam go właśnie tak jak ja go robię. Czyli muszą w nim się znaleźć - oprócz buraczków i liści botwinki - rzodkiewka, świeży ogórek, dużo koperku i szczypioru - nie szczypiorku.


Tak jak na twarożek, przepis na chłodnik każdy zna. A jak nie zna, to tak szybko. Pokroić drobno liście botwinkowe i utrzeć buraczki na tarce z dużymi oczkami. Podgotować maximum 10 minut w małej ilości osolonej wody i ostudzić. Wymieszać ze zsiadłym mlekiem (tutaj nie ma, więc używam kefiru) - wtedy powstaje ten cudowny kolor - wkroić rzodkiewkę i ogórek (można utrzeć, ale ja tego nie robię, wolę większe kawałki) doprawić solą i pieprzem. Wstawić do lodówki i podawać z jajkiem ugotowanym na twardo. Mój chłodnik jest zawsze bardzo gęsty i taki powinien być, moim zdaniem.
I to wszystko, a jutro wracam do Afryki:)

czwartek, 27 maja 2010

Kremowa zupa z selera naciowego

Oczywiście dzięki globalizacji nowalijki mamy cały rok, ale przychodzi moment, kiedy nareszcie w sklepach i na targach pojawiają się te prawdziwe. W Szwecji producentem nr 1 jest słoneczna Gotlandia, gdzie uprawia się nie tylko szparagi. Wczoraj udało mi się wypatrzyć pachnącego selera naciowego rodem stamtąd i kupiłam dwa pęczki (choć podejrzewam, że były i tak ze szklarni, ale na Gotlandii).  Jeden do chrupania z twarożkiem a drugi na jedną z moich ulubionych zup. Seler, również ten bulwiasty,  jest zresztą, jednym z tych warzyw, które gości w naszej kuchni cały rok.
Na cztery porcje zupy potrzebujemy:
400 g selera naciowego
1 por
2 ziemniaki
1 łyżka oliwy lub 50 g masła
7 dl  wody lub więcej, zależy jak gęstą zupę preferujemy
1 kostka bulionu warzywnego (bio)
2 ząbki czosnku, lub więcej
sól & pieprz
po 1 łyżeczce świeżych ziół - tym razem bazylia, pietruszka, koperek i rzeżucha
1 dl gęstej kwaśnej śmietany lub jogurtu
Oczyszczony i umyty por pokroić (zarówno białą jak i zieloną część) i poddusić w garnku na maśle lub oliwie, aż będzie miękki. Krótko przedtem dodać pokrojony drobno czosnek. Dolać wodę i dodać kostkę bulionową oraz pokrojonego selera i ziemniaki. Zachować przynajmniej część listków selera. Gotować maximum 10 minut. Dodać pokrojoną zieleninę i doprawić ewentualnie solą i pieprzem. Zmiksować zupę i podawać z jogurtem lub śmietaną posypaną rzeżuchą i listkami selera. Jak znakomita większość zup - super prosta, szybka i w dodatku bardzo dobra.W zimie dodaję często do tej zupy utarty parmezan, lub czasem ser topiony. Z ziemniaków można oczywiście spokojnie zrezygnować i wtedy zupa może stanowić element każdej diety.

czwartek, 20 maja 2010

Brunoscha kolorowa zupa kalafiorowa

Inspiracja zaczerpnięta z bardzo starego wątku o sezonie kalafiorowym na forum Kuchnia z roku pańskiego 2005. Od tegoż to pamiętnego roku zupa ta gości na naszym stole, gdy tylko w sklepie pojawiają się prawdziwie młode i świeże kalafiory. W tym sezonie była już dwa razy, za każdym razem trochę inaczej.
Przepis oryginlany został przeze mnie troszkę zmodyfikowany, ale podstawowe składninki są oczywiście zachowane. Poniższy opis przygotowania zupy jest w zasadzie prawie dokładnym cytatem ze wspomnianego wątku.

Kalafior podzielić na zgrabne różyczki, ugotować w bulionie dodając różne przyprawy. Brunosch proponował kminek, liść laurowy i rozmaryn (jak ktoś lubi).Ja z kminku rezygnuję, ale liść laurowy dodaję. Dla ładniejszych kolorów dodaję też brokuł.
- dodać przeciśnięty ząbek czosnku
- wybrać i odłożyć najzgrabniejsze   różyczki, resztę zmiksować
- dodać pomidory pokrojone w kostkę (lub zapuszkowane, ale odcedzone z płynu)
- dodać pokrojony szczypiorek (u mnie dymka) i nać pietruszą, a ja ponieważ uwielbiam koperek więc dodaję go dość dużo.
- Doprawić solą, pieprzem, i ewentualnie bazylią. Podawać z zaoszczędzonymi różyczkami kalafiora i brokuła i jeszcze czym się chce, np. marchewką.

środa, 19 maja 2010

Prosta zupa szparagowa

W końcu nadszedł i u nas sezon na szparagi. Oczywiście mamy szparagi z Peru i Chile również w zimie, ale to nie  to samo. Na razie na targu dominują szparagi przywiezione z Niemiec, ale już za parę dni powinny pojawić się szparagi z Gotlandii i one  na prawdę smakują jeszcze lepiej. No ale trudno się oprzeć, żeby nie kupić szparagów niemieckich, skoro cena zeszła już do niespełna 3 € za kilogram.

Na cztery porcje zupy potrzebujemy:
400 g zielonych szparagów
1 por
50 g masła
6 dl wody, w której gotowały się szparagi
1 kostka bulionu warzywnego)* (bio)
sól & pieprz
po 1 łyżeczce świeżych ziół - np. szłwia, pietruszka i oregano
2 dl słodkiej śmietanki
1 dl creme fraiche  lub gęstej kwaśnej śmietany.
Od umytych szparagów odłamać zdrewniałe końcówki,  pokroić na kilkucentymetrowe kawałki zachowując główki szparagowe. Oczyszczony i umyty por pokroić (ja używam nie tylko białej części, ale również zielonej) i poddusić na patelni na maśle, aż będzie miękki.
Ugotować szparagi bez główek - kilka minut, dodać podduszony por, kostkę bulionową, śmietankę i zagotować. Doprawić ewentualnie solą i pieprzem. Zmiksować zupę. Dodać świeże zioła. Podawać z łyżeczką creme fraiche lub śmietaną, dekorując zupę świeżymi łebkami szparagów.
Z porządną kanapką, może być lekkim obiadem dla czterech osób a bez dodatku pieczywa przystawką dla tej samej ilości gości. Jest oczywiście niezliczona ilość przepisów na zupę szpragową, ale ja jestem dość przywiązana do mojej wersji.
* używam najczęściej ekologicznego bulionu niemieckiej firmy Natur Compagnie

czwartek, 1 kwietnia 2010

Chleb, chlebem, ale nie zapomnijmy o żurku

Nie wyobrażam sobie Świąt Wielkanocnych bez żurku. Najlepszy żurek przygotowywała oczywiście moja babcia - wiadomo, że to  ładnie wspomnieć o babci lub dziadku ;) - i takiego żurku już pewnie nigdy nie zjem. Podawała swój żurek ze specjalnie przyrządzonym białym serem. Nie wiem co robiła z tym serem, ale był on żółty i bardzo ścisły, więc kroiła go w bardzo równe kosteczki, które wcale się nie rozpadały. Oczywiście do tego jajka na twardo i dla wszystkich, pokrojona w plasterki, gotowana biała kiełbasa. To znaczy dla wszystkich poza mną. Nie wiem, ale jakoś nigdy nie lubiłam białej kiełbasy, więc na moim talerzu leżaly zawsze podgotowane w żurku kawałki kabanosów.  Oczywiście zakwas na żurek był przygotowywany w domu. Potem tę funkcję przejęła mama no i już czas najwyższy, żebym to ja zajęła się przygotowaniem zakwasu. W tym roku robię to równolegle z moją mamą - zobaczymy, który będzie.lepszy.

Ponieważ to pierwszy rok, kiedy mam w domu
zakwas żytni stwierdziłam oczywiście, że należy
go wykorzystać do żurku.
Użyłam:
6 łyżek mąki żytniej
100 g zakwasu żytniego (ok. 4 łyżki)
3 pokrojone ząbki czosnku
2 pokruszone liście laurowe
kilka rozgniecionych ziaren ziela angielskiego
oraz ok. 1,2 l letniej wody.
Wszystko wymieszałam i stoi w kuchni, już  teraz rozsiewając cudny zapach. Myślę, że dodanie zakwasu chlebowego, przyśpieszy proces kwaśnienia.
Gdzieś, całkiem niedawno, widziałam w sieci przepis z wykorzystaniem zakwasu chlebowego, ale dziś nie mogłam go znależć.
Oczywiście przepisów na samą zupę jest pewnie tyle,  ile gospodarstw domowych w Polsce. U nas musi być majeranek i śmietana, ale absolutnie żadnych grzybów.
Dla wszystkich, poza mną bedzie, pokrojona w plasterki, biała kiełbasa. Dla mnie, w tym roku,  będą frankfurterki, które moim zdaniem, godnie zastąpią kabanosy.
Kabanosy zjemy oddzielnie. Dziś byłam w polskim sklepie i lodówka jest pelna. Rodzina uwielbia pierroty i bajeczne - nigdy nie wiem, kto lubi co - więc tego też są spore zapasy.
A dla mnie duże ilości białego sera i polskie ogórki konserwowe, pyszne i chrupiące:)

A tak wyglądał gotowy żurek. Wyszedł znakomicie i wcale się nie chwalę;)