Dalej w temacie smaków afrykańskich. Po bobotie przyszła kolej na dalsze poszukiwania specjałów kuchni południowej Afryki. Zainteresował mnie przepis na Cape Malay Chicken Curry znaleziony na taste-africa, ale nie byłabym sobą gdybym nie poszukała innych przepisów na to danie. Oczywiście znalazłam ich wiele. A to z szafranem, a to z trawą cytrynową, tu z jogurtem, tam z mlekiem kokosowym. Jeśli poszuka się lepiej znajdzie się wiele więcej wariantów. W każdym razie danie, lub właściwie mieszanka przypraw nazwana Cape Malay wywodzi się z Boo-Kaap, które jest częścią Cape Town. Przepis na tę mieszankę był początkowo jednym z tych, które przekazuje się z ust do ust, a pochodził z jednego ze sklepów z przyprawami w tej właśnie części Cape Town.
W końcu jednak zdecydowałam się oprzeć na jednym przepisie, który można przeczyrtać tutaj. Troszkę zmieniłam i tak powstał wariant sztokholmski Cape Malay Chicken Curry. Można oczywiście użyć inne mięso np. jagnięcinę.
Składniki na 4 porcje:
- 3 filety z kurczaka
- 3 cebule (drobno pokrojone)
- 2-4 ząbki czosnku
- 1 łyżka cape malay curry, lub inne curry (łagodne)
- 100 g suszonych moreli (namoczonych i osuszonych)
- imbir świeży, utarty - 1 łyżka
- 1 lyżeczka mielonej kolendry
- 1 lyżeczka kuminu
- troszkę cynamonu i kardamonu
- 3 goździki (roztarte)
- 2 marchewki
- 2 łyżki przecieru pomodorowego
- trochę bulionu z kurczka
- 2 łyżki czerwonego octu winnego
- 100 g mleka kokosowego
- 2 banany, pokrojone w plasterki i chutney do podania, oraz pokrojoną drobno świeżą kolendrą.
Oczywiście powinno się to danie przygotować w garnku potije, od której to nazwy, pochodzą też nazwy potraw w nim przygotowywanych the Potijekos. Tak jak od naczynia tagine (Marocko) pochodzą nazwy potraw robionych w tagine. Nie mam potije, ale mam garnek żeliwny, który spisał się znakomicie w tej roli. Można też z powodzeniem użyć patelni z wysokimi brzegami.
Sposób przyrządzenia:
- Rozgrzać w garnku oliwę i dodać pokrojoną cebulę i wyciśnięty czosnek i mieszając podsmażyć chwilę. Dodać imbir, curry i pozostałe przyprawy i smażyć jeszcze minutę. Doprawić solą i pieprzem. Wyjąć z garnka i odłożyć.
- Zmniejszyć temperaturę, dodać pokrojone mięso i zrumienić ze wszystkich stron. Gdy mięso jest podsmażone dodać odłożoną mieszankę cebuli i czosnku z przyprawami. Odkładamy ją, żeby nie ryzykować przypalenia całości.
- Dodać ok. 200 ml bulionu, morele, pokrojoną marchewkę i ocet winny. Przykryć garnek i dusić ok 10-15 minut jeśli używamy kurczaka. Dłużej w przypadku innego mięsa. Na samym końcu dodać mleko kokosowe.
- Jeśli sos jest zbyt rzadki możnać dodać odrobinę maizena. Podawać z żółtym ryżem (gotowanym z kurkumą i ewentualnie, wanilą i kardamonem), pokrojonymi bananami, pokropione mlekiem kokosowym i jakimś chutney.
Muszę przyznać, że curry spotkało się z przyjęciem entuzjastycznym. Słodkawo-ostre smaki komponują się świetnie ze smakiem bananów i ostrym chutney (ja miałam ananas-chipotle chutney). W oryginalnym przepisie banany wędrują do garnka, ale mnie się ten pomysł nie podobał i wydaje mi się słusznie. To samo dotyczy moreli - przepis zaleca dodanie dżemu morelowego w ostatnich minutach duszenia - ja wybrałam morele suszone, dodane we wczesniejszej fazie.
Polecam gorąco!
W najbliższych dniach mam plany na zupę z między innymi słodkich ziemniaków, innych bulw i z kokosem. Sama jestem ciekawa. Albo przeniosę się do Afryki Północnej i zrobię marokańską zupę o nazwie harira. Jeszcze nie wiem.
