Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 listopada 2011

Po prostu krupnik

Według mnie krupnik to jedna z najlepszych polskich zup, na którą ogromnej ochoty nabieram na ogół późną jesienią. Krupnik rozgrzewa i syci jednocześnie, a całej rodzinie najlepiej smakuje ze świeżo upieczonym chlebem. I jest to wtedy najdoskonalszy przedstawiciel jednodaniowego obiadu lub ciepłej kolacji. Akurat tutaj prezentuję krupnik  w wersji z mięsem, ale oczywiście równie dobrze można zrobić wersję wegetariańską.

Krupnik 6 porcji:
  • 0,5 kg mięsa z kością - użyłam schabu
  • 2 l wody
  • 3 marchewki
  • kilka suszonych grzybów
  • sól & pieprz
  • kilka ziaren ziela angielskiego i kilka listków laurowych, trochę majeranku wg. uznania
  • kasza jęczmienna ok. pół szklanki
  • 4-5 ziemniaków pokrojonych w kostkę
  • natka pietruszki


Sposób przygotowania:

  1. Mięso z kością zagotować w osolonej wodzie, zebrać tzw. szumowiny i gotować do miękkości. Wyjąć i oddzielić mięso od kości i pokroić na drobne kawałki.
  2. Do wywaru mięsnego dodać pozostałe przyprawy, obrane i pokrojone warzywa oraz uprzednio namoczone i pokrojone grzyby suszone. Wode z moczenia dodać oczywiście do krupniku.
  3. Dodać kaszę i pogotować do momentu aż warzywa i kasza będą gotowe. 
  4. Dodać pokrojone mięso, wyjąć liście laurowe i podawać krupnik posypany natką pietruszki.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Zrazy wołowe zawijane...pyszne :)

Wołowe zrazy zawijane to jedno z moich ulubionych zimowych, polskich  dań. Bardzo długo nie robiłam ich sama i do debiutu doszło gdy grupa moich kolegów z pracy - pochodzących z różnych krajów - postanowiła zorganizować kolację prezentującą nasze kuchnie narodowe. Byłam jedną z osób na które wypadło zrobienie dania głównego. Postanowiłam zaprezentować właśnie zrazy z kaszą gryczaną i gdzieś w sieci znalazłam przepis, który mi przypadł do gustu. Niestety nie mogę podać źródła, ponieważ strona jest już nie do odnalezienia, a i przepis został z upływem lat zmodyfikowany i to mocno. Zresztą każdy ma swój najlepszy przepis i niech tak będzie;)

Zrazy wołowe zawijane:
  • 800 g rostbefu wołowego w cienkich plastrach
  • 150 g chudego wędzonego bekonu
  • 3-4 ogórki konserwowe lub odpowiednia ilość korniszonów
  • 2-3 średnie cebule
  • masło lub oliwa do smażenia
  • 4 łyżeczki musztardy Dijon
  • 3-4 łyżki pasztetu np. z dzika
  • przyprawy: sól, pieprz, liść laurowy, ziele angielskie i inne
  • małe wykałaczki lub nitka
  • garść suszonych prawdziwków
  • kilka suszonych pomidorów (opcjonalnie)
  • 100 ml śmietany
Wykonanie:
Ja kupuję mięso już przygotowane (tzw. lövbiff - czyli cieniutkie plastry odpowiedniej wołowiny), ale jeśli przygotowujecie mięso sami, należy je pokroić na plastry o ok. 1 cm grubości i rozbić. 

Cebulę obrać  i pokroić w cienkie piórka,a ogórki w ćwiartki. Podobnie suszone pomidory. Płaty mięsa oprószyć solą i pieprzem i cienko posmarować musztardą i pasztetem (uwierzcie, że ten pasztet naprawdę znakomicie się sprawdza). Na każdym płacie ułożyć plasterek bekonu, piórka cebuli, kawałek ogórka i kawałek pomidora. 
Ciasno zwinąć i obwiązać nicią kuchenną lub spiąć wykałaczkami. Zrazy usmażyć na gorącym tłuszczu, rumieniąc je ze wszystkich stron. Podsmażone zrazy włożyć do rondla razem z pokrojoną w grube plastry cebulą i zalać bulionem grzybowym lub wołowym tak, aby płyn przykrył mięso. Dodać listek laurowy, ziarenka pieprzu i ziela angielskiego i dusić na małym ogniu, aż zrazy będą miękkie.  Ja dałam do sosu też wodę, w której gotowały się grzyby i same grzyby drobno pokrojone.  Wyjąć zrazy i usunąć  nici lub wykałaczki oraz wyjąc liście laurowe z sosu. Zmiksować sos i ewentualnie doprawić oraz dodać smietanę. Włożyć zrazy z powrotem i podgrzać. Podawać z kaszą gryczaną - u mnie obowiązkowa - lub z czym innym.

piątek, 7 stycznia 2011

"Kapuśniaczki" z grzybami


Przepis na ciasto kapuśniaczkowe pochodzi od Quinomatorki, która prezentowała go zarówno na swoim blogu jak i w GP.  Chodziły za mną te kapuśniaczki od bradzo dawna. Miałam je zobić na Wigilię - właśnie z kapustą - ale los chciał inaczej i wigilijne przygotowania przechorowałam. Ale ponieważ co się odwlecze... przyszła w końcu pora na ich zrobienie, ale nie z kapustą tylko na pierwszy ogień z grzybami. Ja zrobiłam ciasto według przepisu Moniki zamieszczonego na naszym blogu tutaj  (trochę zmienionego w stosunku do oryginału na blogu Quino).  Monika zrobiła prawdziwe kapuśniaczki, czyli z kapustą;)


Ciasto na ok 16 kapuśniaczków:
  • 400 g mąki pszennej
  • 15 g świeżych drożdży
  • ok. pół szklanki mleka
  • 1 jajo, 1 żółtko
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 łyżeczki cukru
  • 1 jajko do posmarowania gotowych bułeczek 
A teraz cytuję za Moniką jak zrobić ciasto:
Świeże drożdże rozetrzeć z cukrem i odrobiną mleka, poczekać aż zabąblują, wlać do mąki, dodać resztę składników, wyrobić gładkie i elastyczne ciasto, odstawić do wyrośnięcia (około godziny).
Zagnieść, podzielić na 14-16 części, każdą rozwałkować, kłaść na dłoni, nałożyć nadzienie, zlepić zakładając brzegi do środka, układać zlepieniem do dołu na blasze wyłożonej silikonem lub papierem
.  Ja co prawda ciasta nie wałkowałam, tylko po podzieleniu rozciągałam je i nakładałam farsz.


Farsz grzybowy:
  • 600 g pieczarek
  • 2 cebule, poszatkowane
  • 3 ząbki czosnku, wyciśnięte
  • 100 g ostrego sera żółtego (cheddar)
  • 2 jajka ugotowane na twardo
  • garść suszonych prawdziwków
  • sól, pieprz, pietruszka
Obrane i utarte pieczarki udusić na patelni na maśle lub oliwie. Dodać czosnek, przyprawy i uduszoną cebulę. Wymieszać razem z utartym serem i rozgniecionymi jajkami oraz pokrojonymi, ugotowanymi prawdziwkami.  Nałożyć nadzienie i zlepione pierożki układać na blasze. Pozwolić im rosnąć jeszcze ok. 1 godziny. Gotowe kapuśniaczki posmarować rozbełatanym jajkiem i posypać czym się chce. U mnie odrobina soli w płatkach i papryki. Ciasto jest znakomite i bułeczki pysznie smakują z kubkiem czerwonego barszczu. Polecam gorąco :)

sobota, 9 października 2010

Barszcz zwany ukraińskim

Podobno na Ukrainie nie dodaje się do barszczu fasoli, ale ja nie wyobrażam sobie tej zupy bez dużej, białej fasoli. I moja wersja barszczu - tym razem wegetariańska - fasolę oczywiście zawiera. Według mnie jest to też jedna z tych zup, w której trzeba "móc postawić łyżkę", podobnie jak w krupniku. Przepis jest tradycyjny, z tych, które krążą w rodzinie. Jest to zresztą jedna z moich ulubionych zup, choć nie robię jej zbyt często - jest dość czasochłonna.

Składniki:
  • 1/4 główki białej kapusty
  • 1,5 l bulionu warzywnego
  • 3 duże buraki
  • 4 ziemniaki
  • 2 marchewki
  • 1 cebula
  • 200 g dużej białej fasoli
  • 4 łyżki przecieru pomidorowego
    1 duża cebula
  • 4 ząbki czosnku (lub więcej)
  • 2 łyżki octu lub soku z cytryny
  • 3 łyzki mąki
  • kwaśna śmietana - wg. uznania
  • liście laurowe, sól, pieprz i ziele angielskie

 Przygotowanie:
  • Fasolę namoczyć na noc wg. przepisu na opakowaniu. Następnego dnia zacząć ją gotować w bulionie przez około godziny dodając przyprawy. "Moja" fasola miała się gotować do miękkości przez ok. 1,5 godziny.
  • Kiedy zostanie 30 minut do ugotowania fasoli na miękko obrane i pokrojone  w drobne paseczki buraki wrzucić na patelnię, dodać olej, ocet,  przecier pomidorowy, dolać trochę bulionu i dusić buraki aż będą pólmiekkie. 
  • Na innej patelni, podsmażyć na maśle pokrojoną w kostkę cebulę, pokrojoną w słupki marchewkę i wyciśnięty czosnek.  Do bulionu z fasolą dorzucić ziemniaki, zagotować, następnie dodać poszatkowaną kapustę. 
  • Po 15 minutach dodać zawartość obydwu patelni i gotować następne 15 minut. Pod koniec dodać zasmażkę zrobioną na maśle i pietruszkę lub jak u mnie szczypiorek. Wymieszać i ewentualnie doprawić. Barszcz najlepiej smakuje odgrzewany. Podawać z kleksami śmietany.

W zeszłym tygodniu wzięłam sobie sporą porcję na lunch do pracy. Zainteresowanie było ogromne - kuchnia szwedzka nie ma odpowiednika tej zupy, więc barszcz jest bardzo egzotyczny - w efekcie po entuzjastycznym próbowaniu we wtorek mam przeprowadzić mały kurs gotowania barszczu w pracy. Na szczęście dysponujemy zarówno czasem jak i dobrze wyposażoną kuchnią:)
Mięsożercy mogą dodać bulion  wołowy i skrawki mięsa wołowego drobno pokrojonego.

czwartek, 26 sierpnia 2010

Na grzyby - placki ziemniaczane z prawdziwkami

Na ryby - a można i na grzyby... Na grzyby - w aromatów pełen las. Na grzyby - przed wyjazdem sprawdźmy gaz. Weźmy czegoś parę kropel, a na drzwiach wywieśmy o tem, że ruszyliśmy w sobotę, bo powzieliśmy ochotę na grzyby Tu borowik a tam - dzik! Na grzyby - pociągnijmy sobie łyk...


Tak śpiewali w „Kabarecie Starszych Panów” Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski. I zawsze ta piosenka towarzyszy mi na myśl o grzybobraniu. Niestety grzybiarz ze mnie mizerny. Potrafię w lesie zabładzić, owszem, ale nie potrafię znaleźć grzybów. Próbowałam wielokrotnie, koszyk przygotowany, odpowiednie do lasu buty i nic. Wszyscy wokół mieli pełne kosze a ja mogłam się o grzyba potknąć, ale nawet wtedy go nie zauważałam. Więc po prostu zrezygnowałam. Na szczęście grzybiarstwo w mojej rodzinie kultywuje mój tata, a że grzyby w okolicach Sztokholmu ładnie obrodziły dostaję regularnie część obfitych plonów. Zdjęcia zrobiła moja mama.
W Warszawie w czasie wakacji jadłam placki ziemniaczane z sosem kurkowym. Kurek w nim było niewiele, ale sos grzybowy do placków chodził za mną od tego czasu. Więc stąd się wzięły moje  placki z prawdziwkami.

Składniki na placki:
  • 6 dużych ziemniaków
  • 1-2 jajka
  • 3-4 łyżki mąki z ciecierzycy
  • 1 cebula, ząbek czosnku
  • ulubione zioła
  • sól & pieprz
  • olej
Sos grzybowy:
  • 500 g prawdziwków
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 cebula
  • suszony czosnek niedźwiedzi
  • tymianek, rozmaryn
  • sól & pieprz
  • 200 ml śmietany
Ziemniaki umyć, obrać. Zetrzeć na  tarce (ja trę za pomocą maszyny dość grubo). Wymieszać z mąką, jajkiem, posiekaną cebulką i czosnkiem, solą, pieprzem, ziołami. Można do ciasta dodać łyżkę śmietany, placki będą bardziej puszyste. Mocno rozgrzać patelnię z olejem. Placki smażyć z obu stron. Aby pozbyć się nadmiaru tłuszczu, odkładać na papierowy ręcznik.
Przyrządzić sos. Oczyszczone i pokrojone grzyby dusić do miękkości z cebulą, czosnkiem i przyprawami. Doprawić śmietaną. Podawać z gorącymi plackami. Dla niewegetarian można sos posypać podsmażonym bekonem.

środa, 7 lipca 2010

Nic mi więcej nie potrzeba, czyli zupa ogórkowa z małosolnych

Ogórki małosolne to moja wielka miłość,  od zawsze i na zawsze. Niestety, od kiedy mieszkam na pólnocy Europy, jest to miłość niezwykle trudna. Pierwsze, bowiem,  nadające się do kiszenia ogórki* pojawiaja się tutaj dopiero w połowie sierpnia. Do tego czasu - jeśli nie spędzam wakacji w Polsce - usycham za nimi z  tęsknoty. Nic, ale to naprawdę nic, nie jast w stanie konkurować ze smakiem takich 2-3 dniowych, jeszcze trochę zielonych,  małosolnych. Od mniej więcej roku, czy dwóch, polskie sklepy w Sztokholmie próbują wypełnić tę bezdenną otchłań tęsknoty, sprowadzając do swoich magazynów ogórki małosolne z Polski. Na wieść o dostawie wskakuję w samochód i z błogim uśmiechem, podszytym nadzieją,  jadę.I co? I nic. Uśmiech blednie, kiedy po raz kolejny okazuje się, że do rzeszy wielbicieli małosolnych, dotarła kwaśna , kapciowata namiastka.  Namiastka, nie mająca nic wspólnego z jędrnym, chrupiącym, jedynym w swoim rodzaju,  "prawdziwym" ogórkiem małosolnym.
Cóż, jednak i tak zawsze kupuję tę namiastkę. Wybieram kilka, w miarę jędrnych jednostek, które wykorzystuję do mojego ulubionego twarożku. A reszta? Jedynym ratunkiem jest zrobienie zupy ogórkowej.Ot bałahostka, ale jednak cieszy, mimo wszystko.

Zupa ogórkowa z małosolnych:
  • 6-7 utartych ogórków i woda z nich
  • kilka marchewek (2-3)
  • kilka ziemniaków (3-4)
  • bulion warzywny
  • 1 ząbek czosnku, wycisnięty
  • pieprz
  • bardzo dużo koperku
  • śmietana, dowolna ilość
W bulionie ugotować marchewkę i ziemniaki (10-15 min). Dodać podduszone, przez chwilę na maśle, utarte ogórki i wodę ogórkową. Doprawić ewentualnie pieprzem. Sól, jest raczej nie potrzebna. Dodać smietanę i pokrojony drobno koperek. I już nic więcej. Jeść, ciesząc się, że pozostali członkowie rodziny - dziwacy jacyś - kręcą nosem na jedną z najlepszych na całym świecie zup. Zrobienie jej po raz pierwszy, jakieś 5 lat temu, zawdzięczam Monice, która niestety ostatnio nie ma czasu na działalność w kuchni., a tym mniej na pisanie na blogu. Mam nadzieję, że to wkrótce ulegnie zmianie.  Tak czy inaczej, to moje dzisiejsze  gotowanie jest z dedykacją dla Moni.

*tzw. västeråsgurka ( nazwa pochodzi od rejonu uprawy)

niedziela, 13 czerwca 2010

Ziarnisty chleb i polski dzień w kuchni

Kolejny chleb w garnku, metoda niezawodna i w dodatku bardzo prosta. No a chleb zawsze się udaje. Tym razem do ziaren dyni dorzuciłam ziarna słonecznika. Bardzo ładnie zielone komponują się z białymi. 
Tutaj znajdziesz wszystkie nasze przepisy na chleby pieczone w garnku.

***
Chleb owsiano-pszenny z dynią i słonecznikiem:
  • 100 g (1dl) zakwasu żytniego,
  • 300 g (3 dl) wody,
  • 6 g świeżych drożdzy,
  •   200 g  mąki pszennej (u mnie Manitoba)
  • 150 g  mąki owsianej
  • 2 łyżki suszonego koperku
  • 2 łyżki suszonej pietruszki
  • 6 łyżki ziaren dyni
  • 4 łyżki ziaren słonecznika
  • 2 łyżki ziaren siemienia lnianego
  • 50 g otrębów owsianych
  • 6 g (1 łyżeczka) soli
Wymieszać wodę i mąkę, drewnianą łyżką do połączenia się wszystkich składników. Zostawić przykryte na 30 minut, dodać sól, rozpuszczone w odrobinie wody drożdże, wszystkie nasiona oraz zakwas i wymieszać ponownie.
A potem jak zwykle powtarzamy to co dotyczy wszystkich chlebów pieczonych  przeze mnie tą metodą, czyli znowu wklejam sposób postępowania, z tym, że dokonałam pewnej drobnej, aczkolwiek istotnej zmiany.
Przykryć folią plastikową i zostawić na 1 godzinę lub troche więcej. Ciasto ma wyrażnie urosnąć w tym czasie. Następnie wymieszać ciasto za pomocą łyżki, mieszając od dołu do góry, uzyskując w ten sposób coś w rodzaju naprężania ciasta.Powtórzyć tę czynność dwukrotnie, co godzinę. Ciasto rośnie wyraźnie w tym czasie. Po ostatnim naprężaniu pozwolić, żeby ciasto rosło, aż się podwoi. Wyłożyć ciasto, które jest dość rzadkie, awysypaną bardzo obficie mąką, ścierkę kuchenna rozłożoną na blacie. Tak jak pokazuję na zdjęciach. Rozciągnąć w kształt kwadratu i poskładać formując zgrabną paczuszkę - co nie jest banalnie proste ze względu na konsystencję . Przełożyć paczuszkę ze ścierka do durszlaka i przykryć.. Ciasto ma trochę urosnąć. U mnie trwało to ok. 1 godziny. W tym czasie nagrzać piecyk do temperatury 250 stopni, wstawiając do środka żeliwny garnek z pokrywką, lub inne naczynie z pokrywką. Wyjąć nagrzany garnek z piekarnika, i przełożyć delikatnie ciasto do garnka. Przykryć i wstawić do pieca. Po 15 minutach zdjąć pokrywkę, zmniejszyć temperaturę do 230 stopni i dopiec chleb przez 20-25 minut. Wyjąć garnek i wyrzucić chleb do ostygnięcia na kratkę.

Chleb bardzo dobry, z chrupiącymi ziarnami i lekkim smakiem zieleniny, na zdjęciu poniżej w towarzystwie mojego najbardziej ulubionego twarożku. Jak wspominałam, mama przywiozła mi z  Warszawy ogórki małosolne,  między innymi.
W sobotę rano wskoczyłam w samochód i pojechałam do polskiego sklepu, głównie po biały ser. Wiem oczywiście, że można zrobić w domu i często robię,  ale jednak nie wychodzi mi tak dobry.

Przepisu na twarożek nie trzeba specjalnie podawać. W moim ulubionym muszą być ogórki małosolne, pomidory - chętnie takie, które smakują pomidorami - śmietana i dużo koperku, no i oczywiście pieprz i sól. W tym wypadku używam zawsze śmietany, a nie jogurtu czy czegoś innego. Jakoś tak jest najlepiej. Bardzo pasował mi ten twarożek do kromki świeżego chleba posmarowanego, wcale nie cienko, masłem. Bardzo też smakował z, również przywiezionym, serem korycińskim, który jadłam pierwszy raz w życiu. Ser znakomity jest, chyba dołączę do fanów ;)

****
Zwieńczeniem dnia polskiego był chłodnik, nie wiem czy on litewski czy polski, ale uwielbiam go właśnie tak jak ja go robię. Czyli muszą w nim się znaleźć - oprócz buraczków i liści botwinki - rzodkiewka, świeży ogórek, dużo koperku i szczypioru - nie szczypiorku.


Tak jak na twarożek, przepis na chłodnik każdy zna. A jak nie zna, to tak szybko. Pokroić drobno liście botwinkowe i utrzeć buraczki na tarce z dużymi oczkami. Podgotować maximum 10 minut w małej ilości osolonej wody i ostudzić. Wymieszać ze zsiadłym mlekiem (tutaj nie ma, więc używam kefiru) - wtedy powstaje ten cudowny kolor - wkroić rzodkiewkę i ogórek (można utrzeć, ale ja tego nie robię, wolę większe kawałki) doprawić solą i pieprzem. Wstawić do lodówki i podawać z jajkiem ugotowanym na twardo. Mój chłodnik jest zawsze bardzo gęsty i taki powinien być, moim zdaniem.
I to wszystko, a jutro wracam do Afryki:)

wtorek, 18 maja 2010

Klasyka, czyli 3 x jajka i trochę o lecie w Sztokholmie

Do Sztokholmu zawitało lato. Wiosna trwa wprawdzie dopiero od niespełna trzech tygodni, ale tak to właśnie tu bywa na północy. Wszystko na raz kiełkuje, kwitnie, zieleni się i jednocześnie pyłkuje. Ale co tam kichając, czy nie wszyscy mieszkańcy miasta wylegają na trawniki i ławki w parkach,  wystawiając się do słońca w każdej wolnej chwili. Mieszkamy w pobliżu jednego z największych i najpiękniejszych parków w centrum miasta i, jak co roku, obserwujemy początek sezonu piknikowego - w weekendy koczujące na trawie rodziny, czy grupy przyjaciół z koszykami jedzenia, a w dni powszednie emeryci, matki z dziećmi, frilanserzy i ci którzy "pracują w domu". W godzinach południowych do parku schodzą, ci którzy "pracują w pracy", aby chociaż godzinę przeznaczoną na lunch, spędzić na słońcu, zajadając kupione na wynos sałatki lub kanapki. Szwedzi kochają słońce - nie ma w tym nic dziwnego, są go bardzo spragnieni - jak słoneczniki zwracając się zawsze w jego kierunku. Sztokholm o tej porze roku nabiera niezwykłego uroku - dominująca świeża zieleń, kolory kwitnących kwiatów i drzew,  i słońce, odbijające się we wszechobecnej w tym mieście wodzie,  i białe noce...


Nastąpił więc czas wysprzątania balkonu, zasadzenia kwiatów w skrzynkach i przeniesienia się na balkon z jedzeniem. A w związku z jedzeniem czas powrócić do tematu. Mieliśmy długi weekend i czas na długie śniadania na balkonie.
Piątkowe śniadanie to pasta z jajka do świeżego chleba.
Pasta z jajka na 3 osoby:
- 3 jajka ugotowane na twardo,
- kilka plasterków pokrojonej szynki
- dużo pokrojonej dymki,
- kilka łyżek majonezu,
- sól & pieprz.

Obrać jajka, rozgnieść widelcem, dodać pozostałe składniki i wymieszać. Gotowe.
W czasie śniadania narodziła się koncepcja śniadania na dzień następny, w temacie jajek. Czyli jajka faszerowane, ulubione przez całą rodzinę. Na szczęście można je przygotować wieczorem poprzedniego dnia, więc nie oponowałam specjalnie. Nie da się ukryć, że godziny poranne nie są moją ulubioną porą dnia, a na pewno nie jestem w stanie wykonywać rano zbyt skomplikowanych działań.


Jajka faszerowane na ciepło na 3 osoby:

- 6 jajek ugotowanych na twardo
- 12 dorodnych pieczarek
- 100 g utartego sera - u nas chedar
- dużo pokrojonej dymki
- sól & pieprz
- tarta bułka
Ugotowane jajka przepołowić, starając się nie uszkodzić skorupek. Wyjąć delikatnie ich zawartość tzn. białko i żółtko. Rozgnieść widelcem. Obrane i pokrojone pieczarki podsmażyć na patelni na odrobinie masła. Dodać pieczarki i dymkę do masy jajecznej, wymieszać i doprawić. Wypelnić masą nieuszkodzone skorupki, każdą połówkę "zanurzyć" w bułce tartej. Zostawić na noc w lodówce.
Następnego dnia rano podsmażyć jajka na patelni, bułką do dołu najlepiej na maśle. Zjadać nie myśląc o kaloriach, cholesterolu i innych tego typu niemądrych rzeczach.





Ponieważ zwykle przygotowuję jedzenie "jak dla pułku wojska", tak i tym razem,  jajek było więcej, nie wszystkie skorupki były w stanie zdatnym do użycia,  zostało trochę za dużo samego farszu. I w dodatku zostało trochę pasty jajecznej, Z tego wszystkiego, razem zmieszanego, powstały kotlety jajeczne, zjedzone na słonecznym balkonie w porze lunchu.
Farsz należy uformować kotlecikowo, obtoczyć w bułce tartej, podsmażyć na patelni na rumiano i zjeśc z dobrą sałatką i chlebem,  lub bez chleba.
I w dalszym ciągu nie należy myśleć o cholesterolu. Gdybym o tym myślała to chyba źle bym się czuła psychiczne,  ponieważ jajka mogę jeść bez przerwy i najchętniej z majonezem;)


Jak już 100 razy napisałam, pogoda była przecudna, więc wybraliśmy się na spacer po naszym wspaniałym parku. Uznałam, oczywiście, że to znakomita okazja aby założyć moje, nowo zakupione spodnie, cienkie i przewiewne, szerokie - no po prostu cudne- szarawary.
Idziemy sobie i idziemy i zadowolona mówię:
- Wiesz, te spodnie są tak cudownie przewiewne, tak jakbym ich nie miała na sobie.
Na to M:
- To po co wydałaś na nie tyle pieniędzy?

czwartek, 1 kwietnia 2010

Chleb, chlebem, ale nie zapomnijmy o żurku

Nie wyobrażam sobie Świąt Wielkanocnych bez żurku. Najlepszy żurek przygotowywała oczywiście moja babcia - wiadomo, że to  ładnie wspomnieć o babci lub dziadku ;) - i takiego żurku już pewnie nigdy nie zjem. Podawała swój żurek ze specjalnie przyrządzonym białym serem. Nie wiem co robiła z tym serem, ale był on żółty i bardzo ścisły, więc kroiła go w bardzo równe kosteczki, które wcale się nie rozpadały. Oczywiście do tego jajka na twardo i dla wszystkich, pokrojona w plasterki, gotowana biała kiełbasa. To znaczy dla wszystkich poza mną. Nie wiem, ale jakoś nigdy nie lubiłam białej kiełbasy, więc na moim talerzu leżaly zawsze podgotowane w żurku kawałki kabanosów.  Oczywiście zakwas na żurek był przygotowywany w domu. Potem tę funkcję przejęła mama no i już czas najwyższy, żebym to ja zajęła się przygotowaniem zakwasu. W tym roku robię to równolegle z moją mamą - zobaczymy, który będzie.lepszy.

Ponieważ to pierwszy rok, kiedy mam w domu
zakwas żytni stwierdziłam oczywiście, że należy
go wykorzystać do żurku.
Użyłam:
6 łyżek mąki żytniej
100 g zakwasu żytniego (ok. 4 łyżki)
3 pokrojone ząbki czosnku
2 pokruszone liście laurowe
kilka rozgniecionych ziaren ziela angielskiego
oraz ok. 1,2 l letniej wody.
Wszystko wymieszałam i stoi w kuchni, już  teraz rozsiewając cudny zapach. Myślę, że dodanie zakwasu chlebowego, przyśpieszy proces kwaśnienia.
Gdzieś, całkiem niedawno, widziałam w sieci przepis z wykorzystaniem zakwasu chlebowego, ale dziś nie mogłam go znależć.
Oczywiście przepisów na samą zupę jest pewnie tyle,  ile gospodarstw domowych w Polsce. U nas musi być majeranek i śmietana, ale absolutnie żadnych grzybów.
Dla wszystkich, poza mną bedzie, pokrojona w plasterki, biała kiełbasa. Dla mnie, w tym roku,  będą frankfurterki, które moim zdaniem, godnie zastąpią kabanosy.
Kabanosy zjemy oddzielnie. Dziś byłam w polskim sklepie i lodówka jest pelna. Rodzina uwielbia pierroty i bajeczne - nigdy nie wiem, kto lubi co - więc tego też są spore zapasy.
A dla mnie duże ilości białego sera i polskie ogórki konserwowe, pyszne i chrupiące:)

A tak wyglądał gotowy żurek. Wyszedł znakomicie i wcale się nie chwalę;)