Swedish meatballs,
(svenska köttbullar) czyli szwedzkie kulki mięsne, to prawdopodobnie najbardziej znana specjalność szwedzkiej kuchni, a też na pewno obowiązkowy element tzw. szwedzkiego stołu (smörgåsbord). Jest to swoją drogą dosyć ciekawe, dlaczego akurat szwedzkie kulki miały takie międzynarodowe przebicie, stając się daniem sztandarowym i wręcz przysłowiowym. Przecież właściwie każda kuchnia narodowa ma swoją wersję tego, dość w końcu, prostego dania. Może dlatego, że generalnie szwedzka kuchnia nie jest kuchnią specjalnie wyrafinowaną. Szwecja była krajem niezwykle biednym i takie potrawy jak kulki mięsne należały długo do rarytasów, jedzonych od wielkiego święta. Świadczy o tym to, że na tradycyjnym szwedzkim stole wigilijnym, nie znajdziemy poza właśnie kulkami mięsnymi, śledziami i szynką, wiele więcej, czyli zwykłe, jedzone przez cały rok potrawy. Dodać też trzeba, że pod szwedzkie strzechy kulki zawędrowały dopiero w XIX w., co w głównej mierze związane było z rozpowszechnieniem maszynek do mielenia mięsa.To tyle rozważań natury ogólnej.
Tradycyjnie podaje się kulki w towarzystwie dżemu z borówek (Lingonberry-jam, lingonsylt) i tzw. brązowego sosu. Każda szwedzka książka kucharska zawiera przynajmniej jeden przepis na kulki mięsne, a często więcej, i każdy dom ma swój ulubiony sposób na ich przyrządzenie. Nie ma też chyba domu, w którym jakaś wersja kulek mięsnych nie pojawiałaby się na stole przynajmniej kilka razy w miesiącu. I nic dziwnego, są bardzo smaczne i można je urozmaicać na nieskończone sposoby. Nie ma jednego, słusznego przepisu.
Ja również wypracowałam sobie swój przepis oraz oczywiście jego wariacje, i na żądanie najmłodszego członka rodziny robię kulki, może nie co tydzień, ale przynajmniej raz na miesiąc.
Tym razem użyłam następujących składników:
- 700 g mielonej cielęciny (najczęściej używam 50/50 mięsa wołowego/wieprzowego)
- 4 łyżki bułki tartej namoczonej w mleku, śmietance lub wodzie (1 dl ok. 1/2 szklanki)
- 1 duże jajko lub 2 małe
- 1 cebula i 2 ząbki czosnku
- dużo zielonej pietruszki
- sól & pieprz, bazylia, chili i papryka
- oliwa lub masło do smażenia
Namoczyć bułkę tartą i zostawić na 10 min. Wymieszać wszystkie składniki (ja daję surowy wyciśnięty czosnek i bardzo lekko przysmażoną, drobno pokrojoną cebulę) bardzo dokładnie. Wilgotnymi rękami formować kulki o pożądanej średnicy - im mniejsze tym lepsze. Mnie się udają kulki o średnicy mniej więcej 1,5 cm. Nie jest to wbrew pozorom ani trudne ani specjalnie pracochłonne.
Smażyć na rozgrzanej patelni, potrząsając nią często, żeby kulki były zrumienione z każdej strony. Co nigdy tak do końca się nie udaje, zawsze jakiś fragment jest bardziej przypieczony. Podawać z czym się chce. Pasują do wszystkiego, chętnie z ulubionym sosem.
Tym razem zrobiłam do nich inną wersję jednej z ulubionych tutaj sałatek, też obowiązkowego gościa szwedzkiego stołu, czyli sałatkę buraczaną czy buraczkową.
Bardzo spodobał mi się pomysł
Polki na buraczane
tzatziki vel
tsatsiki (
τζατζίκι) i zrobiłam jego wariant.
Składniki:
- 1 mały jogurt grecki lub turecki (b. gęsty)
- 4 ząbki wyciśniętego czosnku
- dużo zielonego koperku
- sól i pieprz
- 4 ugotowane (lub upieczone) buraki pokrojone w słupki.
Wymieszać dobrze i schłodzić.
Tradycyjnie sałatkę robi się z majonezem i creme fraiche, czasem z dodatkiem jabłka. Jest ona dośc łagodna w smaku.
Niedawno widziałam przepis proponujący dodanie chrzanu i zrezygnowanie albo z majonezu albo z creme fraiche. Wersja z czosnkiem była bardzo udana.
Kulki mięsne (zimne tym razem) stanowią też element ulubionej przez Szwedów kanapki, która wygląda, mniej więcej, tak jak obok na zdjęciu. Trudno ją jeść bez widelca i noża, chociaż są tacy, którzy próbują.