wtorek, 15 czerwca 2010

South African Cape Malay Chicken Curry

Dalej w temacie smaków afrykańskich. Po bobotie przyszła kolej na dalsze poszukiwania specjałów kuchni południowej Afryki. Zainteresował mnie przepis na Cape Malay Chicken Curry znaleziony  na   taste-africa, ale nie byłabym sobą gdybym nie poszukała innych przepisów na to danie. Oczywiście znalazłam ich wiele. A to z szafranem,  a  to z trawą cytrynową,   tu z jogurtem,  tam z mlekiem kokosowym. Jeśli poszuka się lepiej znajdzie się wiele więcej wariantów. W każdym razie danie, lub właściwie mieszanka przypraw nazwana Cape Malay wywodzi się z Boo-Kaap, które jest częścią Cape Town. Przepis na tę mieszankę był początkowo jednym z tych, które przekazuje się z ust do ust, a pochodził z jednego ze sklepów z przyprawami w tej właśnie części Cape Town.

W końcu jednak zdecydowałam się oprzeć na jednym przepisie, który można przeczyrtać tutaj. Troszkę zmieniłam i tak powstał wariant sztokholmski Cape Malay Chicken Curry. Można oczywiście użyć  inne mięso np. jagnięcinę.

Składniki na 4 porcje:
  • 3 filety z kurczaka
  • 3 cebule (drobno pokrojone)
  • 2-4 ząbki czosnku
  • 1 łyżka cape malay curry, lub inne curry (łagodne)
  • 100 g suszonych moreli (namoczonych i osuszonych)
  • imbir świeży, utarty - 1 łyżka
  • 1 lyżeczka mielonej kolendry
  • 1 lyżeczka kuminu
  • troszkę cynamonu i kardamonu
  • 3 goździki (roztarte)
  • 2 marchewki
  • 2 łyżki przecieru pomodorowego
  • trochę bulionu z kurczka
  • 2 łyżki czerwonego octu winnego
  • 100 g mleka kokosowego
  • 2 banany, pokrojone w plasterki i chutney do podania, oraz pokrojoną drobno świeżą kolendrą.
Oczywiście powinno się to danie przygotować w garnku potije, od której to nazwy, pochodzą też nazwy potraw w nim przygotowywanych the Potijekos. Tak jak od naczynia tagine (Marocko) pochodzą  nazwy potraw robionych w tagine. Nie mam potije, ale mam garnek żeliwny, który spisał się znakomicie w tej roli. Można też z powodzeniem użyć patelni z wysokimi brzegami.

Sposób przyrządzenia:
  1. Rozgrzać w garnku oliwę i dodać pokrojoną cebulę i wyciśnięty czosnek i mieszając podsmażyć chwilę. Dodać imbir, curry i pozostałe przyprawy i smażyć jeszcze minutę. Doprawić solą i pieprzem. Wyjąć z garnka i odłożyć.
  2. Zmniejszyć temperaturę,  dodać pokrojone mięso i zrumienić ze wszystkich stron. Gdy mięso jest podsmażone dodać odłożoną mieszankę cebuli i czosnku z przyprawami. Odkładamy ją, żeby nie ryzykować przypalenia całości.
  3. Dodać ok. 200 ml bulionu, morele, pokrojoną marchewkę i ocet winny. Przykryć garnek i dusić ok 10-15 minut jeśli używamy kurczaka. Dłużej w przypadku innego mięsa. Na samym końcu dodać mleko kokosowe. 
  4. Jeśli sos jest zbyt rzadki możnać dodać odrobinę maizena. Podawać z żółtym ryżem (gotowanym z kurkumą i ewentualnie, wanilą i kardamonem), pokrojonymi bananami, pokropione mlekiem kokosowym i jakimś chutney.
Muszę przyznać, że curry spotkało się z przyjęciem entuzjastycznym. Słodkawo-ostre smaki komponują się świetnie ze smakiem bananów i ostrym chutney (ja miałam ananas-chipotle chutney). W oryginalnym przepisie banany wędrują do garnka, ale mnie się ten pomysł nie podobał i wydaje mi się słusznie. To samo dotyczy moreli - przepis zaleca dodanie dżemu morelowego w ostatnich minutach duszenia - ja wybrałam morele suszone, dodane we wczesniejszej fazie.
Polecam gorąco!
W najbliższych dniach mam plany na zupę z między innymi słodkich ziemniaków, innych bulw i  z kokosem. Sama jestem ciekawa. Albo przeniosę się do Afryki Północnej i zrobię marokańską zupę o nazwie harira. Jeszcze nie wiem.

9 komentarzy:

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

O rany! Cudowne! Aż nie wiem co napisać. Uwielbiam te klimaty, przyprawy, miseczki też! Mogę się wprosić?
Uściski!

miss_coco pisze...

Lidko, brzmi bajecznie, szczegolnie te słodkawo-ostre smaki bardzo mnie pociagaja... Dzisiaj w sklepie spedzilam pietnascie minut na stoisku z przyprawami, byla tez masa takich sloiczkow z roznistymi papkami, wiec lada dzien pojawi sie w sieci moj wklad w nasza akcje.
Lidko, czekam na ciag dalszy, bo jak na razie bylo bardzo ciekawie. Acha, te banany to jednak bym wolala na cieplo ;)

Magdalena pisze...

ciekawi mnie morela w curry; zreszta tak jak w poprzednim przepisie.... dobrze, ze prezentujecie te kuchnie przy okazji mundialu...mam nadzieje, ze uda mi sie cos zrobic, tak samo jak uda mi sie wrocic do blogowania w najblizszym czasie...rozkrecanie sie tutaj i odrabiane zaleglosci towarzysko rodzinnych na razie nie pozwala mi skupic sie na gotowaniu...tymczasem pozdrawiam

LidKa pisze...

Anno Jak najbardziej:) a klimaty świetne jak dotąd. Zobaczymy jak będzie dalej;)
miss_coco Tylko 15 minut:D ja potrafię stać dłużej. A ztymi bananami możemy iść na kompromis - część do sosu, a reszta do podania. Chłodne banany z ostrym chutney i gorącym curry pasują mi razem niezwykle. Próbowałam tego robiąc kurczaka po kubańsku i tak mi zostało.
Magdaleno morele się sprawdzają znakomicie, nad podziw:)
A cała akcja to przyjemna motywacja do odkrycia lub przypomnienia sobie bardzo ciekawej i nie za dobrze znanej kuchni. Rozkręcaj się na luzie:) Ja tam ci zazdroszczę:D

Paula pisze...

z bananem musi być wyśmienite!

asieja pisze...

pysznie aromatycznie..

Anoushka pisze...

patrzac na zdjecie bardzo zglodnialam. Przepis zapisuje. koniecznie do wyprobowania :)

PS Nie wiedziala, ze jestecie kibicami ;)

LidKa pisze...

Asiejo, Paulo - jeszcze raz gorąco polecam:)
Anoushko,
Nie jesteśmy w ogóle, poza Mistrzowstwami Świata;)
I to właściwie nie my, tylko ja:D

lo pisze...

Dla mnie jesteś mistrzynią afrykańskiej kuchni!!!