poniedziałek, 26 lipca 2010

Proziaki

Proziaki to takie podkarpackie placki z mąki, kwaśnego mleka i sody (zwanej prozą, stąd nazwa), "odkryte" i jakże apetycznie zareklamowane ostatnio przez Quinoamatorkę. Ja je znam z opowieści męża, którego babcia piekła takie placki na blasze pieca kuchennego. Już kilka razy próbowałam je upiec, ale jakoś nigdy efekt nas nie zadowolił, choć przepisy były chyba podobne do tego. Tym razem też wyszły inaczej niż on zapamiętał (zaczynam podejrzewać, że guzik pamięta, ściemnia tylko ;) ), ale wreszcie nam smakowały. Upiekłam bez nadzienia, na blaszce, następnym razem spróbuję na patelni, to pewnie wyjdą bardziej plackowate.

Niemniej tę próbę uważam za udaną, na pewno będę piekła wg tego przepisu, dzięki Quino ;)

Dodaję jeszcze proziaki z patelni, wg przepisu An-ny (dziękuję!).

Mąż jeszcze nie próbował, ale mnie bardzo smakują, takoż mojej Mamie, która co prawda była świeżo po obiedzie, ale proziakowi z masłem się nie oparła :D

Piekłam je na patelni grillowej, świetnie się sprawdziła. Placki chyba za bardzo rozwałkowałam, mogłyby spokojnie być grubsze, ale na smak to na szczęście wpływu nie ma ;)

poniedziałek, 19 lipca 2010

Makaron naprędce i udanych wakacji

W lodówce już nie zostało prawie nic, resztki zostały zużyte na dzisiejszą kolację. Jutro w końcu wyjeżdżamy, chociaż niezupełnie jesteśmy gotowi. Nie będzie mnie ponad 3 tygodnie, mam zatem nadzieję, że w tym czasie Monika coś będzie gotować. A jeśli nie to w blogosferze będzie trochę luźniej;)


Kolacja z resztek na 3 osoby:
  • trochę ugotowanego makaronu
  • 100 g bekonu i kilka plasterków szynki
  • 4 cebulki
  • ząbek czosnku
  • 3 jajka
  • odrobina śmietanki
  • 1 łyżka przecieru pomidorowego
  • sól & pieprz
  • parmezan
Podsmażyć bekon, dodać szynkę, cebulkę oraz wyciśnięty czosnek. Dołożyć makaron i podgrzać. Jajka wymieszać ze śmietanką i przecierem pomidorowym. Zalać tym makaron i posypać parmezanem. Gotowe. Iść się pakować. Przepis dodaję do durszlakowej akcji: nie marnuj żywności.

Do zobaczenia i życzę wszystkim udanych wakacji.

sobota, 17 lipca 2010

Resztek dojadanie, czyli tajska zupa z kurczakiem i innymi znaleziskami

Ciąg dalszy porządków kuchennych przyniósł kilka szczątkowych,  rozpoczętych opakowań mrożonych warzyw - brokuły, fasolka i 1/3 opakowania warzyw pod nazwą wok classic. W czeluściach zamrażalnika znalazł się też kolejny filet z kurczaka, a w szufladzie warzywnej kilka marchewek.I z tego wszystkiego powstała zupa w tajskim stylu. Takie małe co nieco, które wystarczy jako kolacja na kolejny, upiornie duszny wieczór.
  
Tajska zupa z kurczaka z warzywami:
  • 2 szklanki bulionu drobiowego
  • 1/2 puszki (200ml) mleka kokosowego
  • 1 pierś kurczaka (ok. 250g)
  • wyciśnięty sok i starta skórka z 1 limonki
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • kolendra, lub tajska bazylia
  • łyżka posiekanej trawy cytrynowej
  • 4-5 liści z limonki Kaffir, posiekane
  • marchewka, fasolka, brokuł, kawałek pora, kalafior i co tam jeszcze się znajdzie
  • małe zielone tajskie chili, posiekane

Kurczaka, pokrojonego w paseczki i warzywa zagotować w bulionie (ok. 10 min), dodać sos rybny, chili, mleko kokosowe i przyprawy. Pogotować chwilkę i gotowe. Można dodać odrobinę gotowej pasty green curry, co zrobiłam. Podawać posypane kolendrą lub tajską bazylią.


Zamrażalnik i lodówka pustoszeją, ale w całym domu pietrzą się rzeczy przygotowywane na wyjazd. Dziś  z piwnicy przywędrowały torby i plecaki, buty górskie i kalosze - tak na wszelki wypadek. Jeszcze nie wiem co z tego wszystkiego, tak naprawdę powędruje do bagażnika - pewnia połowa, albo jeszcze mniej. Dziwne to uczucie, bo pierwszy raz od wielu lat, szykujemy się na wyjazd samochodem, a nie samolotem. Żadnych ograniczeń - więc jak to zwykle bywało,  to wrzucimy jeszcze i to i tamto, bez sensu i za dużo. Ale co tam - mamy miejsce;)
I oczywiście musimy ze sobą zabrać muzykę - przeglądamy nasze CD...


czwartek, 15 lipca 2010

Grilowany łosoś z tapenadą i cytrynowym risotto

Upał w dalszym ciągu, wyjazd przed nami tuż i też, więc nic się nie chce, ale jednocześnie trzeba dalej  wyjadać zapasy i  porządkować zamrażalnik. Wczoraj znalezione i zaplanowane na dziś mrożone  filety  z łososia spotkały się z cytrynowym risotto. Bardzo dobrze do siebie pasują,  a jednocześnie znowu udało mi się uniknąć wyprawy do sklepu ponieważ wszystko było w domu. Oczywiście tapenadę można zrobić samemu, ale komu by się chciało - nie mnie  i nie dzisiaj - więc jak na zawołanie w spiżarni był słoiczek tapenade z chili. Prosto i szybko mieliśmy gotową kolację, a jedynym mankamentem była konieczność użycia piekarnika.
 Na 4 porcje:
  • 4 kawałki łososia (świeżego lub mrożonego), ca 600 g
  • 4 lyżki gotowej tapenady (użyłam tapenade z chili)
  • 100 g pokrojonych czarnych oliwek bez pestek
  • sól morska i pieprz cytrynowy
Włożyć kawałki łososia do formy żaroodpornej, posolić i popieprzyć, rozłożyć na nich  tapenade i oliwki i grilować w środku pieca w temperaturze ok. 200 stopni 10-15 minut.

Risotto cytrynowe:

  • 40 g masła
  • 2 łyzki oliwy
  • 1 cebula, drobno pokrojona
  • 200 g ryżu arborio (lub innego odpowiedniego)
  •  0,75l gorącego bulionu warzywnego
  • 3 cytryny (otarta skórka i sok)
  • 3 łyzki świeżo utartego parmesanu
  • sól & pieprz, pietruszka
  1. 2 łyżki masła  i 2 łyżki oliwy rozgrzać w rondlu lub na patelni z wysokimi kantami. Dodać cebulę i smażyć aż będzie szklista. Dodać ryż pogrzewać mieszając, aż ryż dokładnie wchłonie tłuszcz i stanie się lekko przezroczysty. 
  2. Dolać łyżkę wazowa gorącego bulionu i mieszając podgrzewać aż cały płyn zostanie wchłoniety.  Dodać skórkę z cytryn oraz sok a następnie dodawać bulion w porcjach po 1/2 filiżanki, mieszając aż każda zostanie wchłonięta. Kontynuować proces aż zużyjemy cały bulion. Gotować, mieszając cały czas jakieś 20-25 minut dopóki ryż nie będzię miękki, ale dalej al dente.
  3. Doprawić solą i pieprzem, dodać pozostałe masło i zostawić risotto, pod przykrywką na wylączonym palniku na kilka minut.
  4. Podać posypane parmezanem i pietruszką do gotowego ugrilowanego łososia.
 *Przepis pochodzi z książki pt.: "Renée Voltaire smakar på Lax". Danie to wprowadziłam do naszej kuchni         wiele lat temu, przyrzadzamy je kilka razy do roku i za każdym razem mówimy, że musimy to robić częściej.

środa, 14 lipca 2010

Na upały ... turecka zupa jogurtowo-ryżowa z miętą

Jadłam tę zupę dawno temu i pamiętam, że  byłam nią zachwycona. A potem o niej zupełnie zapomniałam. Coś, lub ktoś ją przpomniał i zaczęła za mną chodzić. Po turecku zupa nazywa się Yayla Çorbasi i często podaje się ją chorym, nie wiem z jakiego powodu. Może dlatego, że to taka zupa-nic - lekka, a jednak pożywna. Oparłam się na przepisie znalezionym tutaj, ale nie byłabym sobą gdybym go trochę nie zmieniła*. Do tej zupy można spokojnie użyć resztek ryżu ugotowanego wcześniej, podgrzewając go tylko w bulionie zamiast gotowania.

Zupa jogurtowo-ryżowa - 6 porcji:
  • 150 g ryżu
  • 1 litr bulionu warzywnego
  • 300 ml jogurtu naturalnego
  • 1 jajko
  • 2 łyżki suszonej mięty
  • 2 łyzki świeżej mięty
  • 2 ząbki czosnku, wyciśnięte
  • kilka łyżek oliwy
  • 2 łyzki koncentratu pomidorowego
Ugotować ryż w bulionie, aż będzie miękki (w przypadku, gdy nie mamy resztek ryżu). W osobnym garnku wymieszać dokładnie jogurt z jajkiem i czosnkiem i mieszając cały czas gotować na bardzo małym ogniu około 10-15 minut. Dodać ryż z bulionem i powoli  doprowadzić do zagotowania całości. Dodać posiekaną świeżą mietę. Na patelni rozgrzać oliwę  dodać suszoną miętę i po 20-30 sekundach koncentrat pomidorowy oraz odrobinę wody. Część "sosu" dodać do zupy i wymieszać raz jeszcze, a reszte zostawić do polania zupy już na talerzach. Ja posypałam jeszcze zupę melisą cytrynową, która moim zdaniem bardzo tu pasowała. Zupę je się na ciepło, ale ja nie lubię jak jest gorąca. Może za pięknie nie wygląda, ale jest świetna, szczególnie jak jest tak gorąco - a jest w dalszym ciągu.
Jeśli zupa nie zostanie zjedzona, należy ją podgrzewać bardzo ostrożnie, nie doprowadzając do zagotowania Następnego dnia, jak to z ryżem bywa, jest go więcej, i zupa jest bardziej zawiesista, ale smaki się też bardziej przegryzły i jest nawet jeszcze lepsza. Mięta nadaje jej specjalny i ciekawy smak w kombinacji z jogurtem.
* W oryginalnym przepisie jest mąka, z ktorej zrezygnowałam na rzecz zwiększenia ilości ryżu. Nie ma też czosnku i koncentratu pomidorowego. Można użyć bulionu z kurczaka i wodę lub samą wodę, ja użyłam bulionu warzywnego.

niedziela, 11 lipca 2010

Greckie jedzenie na greckie upały cz. 3 - keftedes me avgolemono i trochę inne tzatziki


Avgolemono (gr. Αυγολέμονο) to słynna grecka zupa cytrynowo-jajeczna i do niej przygotowuję się na jutro, jeśli pogoda będzie w dalszym ciągu grecka. Dziś zrobiłam sos na tej samej bazie, żeby urozmaicić trochę nasz grecki jadłospis.
Część zrobionych keftedes wykorzystałam do klopsików smyrneńskich, a część zostawiłam z myślą o zrobieniu do nich sosu avgolemono. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Jest wiele przepisów, ale dzisiaj wykorzystałam przepis jacka z wątku greckiego na Forum Kuchnia.

Sos cytrynowo-jajeczny (tu cytuję autora):
jajka rozdzielone (3) - bialka na bok, z duzej cytryny skóreczka otarta cieniutko i sok z trzech  (ja dałam dwie) wycisnietey - ubijam żółtka z skórka i sokiem i dodaję pół - slownie pół lyzeczki maki ziemniaczanej. Do rondelka i na malutki ogien. Dolewam powoli - po łyżecce - gorąycy rosół tak z 1,5 szklanki podgrzewajac i meszając powoli aż zgestnieje. I teraz ubite bialka na sztywno dodajemy i znow
powoli mieszamy... Wychodzi puszysty i gesty.

Sos pasuje fantastycznie do keftedes i znakomicie komponuje się z odrobiną świeżej mięty, którą posypałam calość. Pasuje również swietnie do innych mięs oraz ryb oraz do nadziewanej cukini, czy wegetariańskich dolmadakia - greckich gołabków w liściach winogron.

Przypomnę  jeszcze tylko briam, zrobiony przeze mnie wczoraj, ponieważ warto go przygotować jako alternatywę dla wegetarian. Briam, czyli grecką zapiekankę warzywną znajdziecie tutaj. Został przyćmiony kwiatami cukini w omlecie Moniki, więc muszę go trochę rozreklamować ;)



*****
Dodatkowo,  trochę inne tzatziki, takie bardziej polskie. Tzatziki, tzadziki, lub też tsatsiki (gr.: τζατζίκι) to chyba poza grecką sałatką jedno z najpopularniejszych i też najbardziej znanych dań kuchni greckiej. Nic zresztą dziwnego, kombinacja jest po prostu doskonała w swojej prostocie. Moje dzisiejsze tzatziki są troszkę inne, ale też bardzo smaczne.
Pół ogórka i 10 rzodkiewek zetrzeć na tarce o grubych oczkach. posolić i zostawić na jakiś czas na sitku. Odcisnąć i dodać do jogurtu (200 ml) wymieszanego z odrobiną oliwy oraz 3 wyciśniętymi ząbkami czosnku. Dodać koperek ewentualnie sól i pieprz, wymieszać i wstawić do lodówki na przynajmniej godzinę. Zajadać z bagietką lub innym pieczywem. Do tego kilka gruntowych ogórków i trochę cebulki i mamy doskonały letni lunch. Do tzatzików musimy użyć prawdziwego, gęstego - najlepiej greckiego - jogurtu (polecam klasyczny Total). Jeśli nie można go dostać - można kupić zwykły jogurt naturalny i przelać go do filtru do ekspresu do kawy umieszczonego w lejku. Po kilku godzinach otrzymamy namiastkę greckiego jogurtu.

Kwiatki na śniadanie :)

Za takie poranki chyba najbardziej kocham mieszkanie na wsi, nic nie pobije śniadań, których składniki zrywam w ogrodzie, spacerując z psem! 













Miałam ochotę na cukiniowe kwiatki w cieście, ale mało ich jeszcze, więc zrobiłam Omlet z cukinią i kwiatkami
  • 2 jajka
  • malutka cukinia i dwa kwiatki
  • dymka
  • masło
  • sól, pieprz
  • pomidor
Pół białej części dymki posiekałam i wrzuciłam na odrobinę masła, dodałam cieniutkie plasterki cukinii, chwilkę podsmażyłam, dorzuciłam kwiatki, uprzednio nożyczkami przecinając każdy na 3-4 części. Prawie natychmiast wlałam jajka z kilkoma wiórkami masła. Smażyłam chwilę, po czym przykryłam patelnię coby wierch doszedł - oczywiście jak ktoś lubi nieścięty wierzch, to przykrywać nie należy.

Jak dla mnie to lepszego śniadania nie wynaleziono! Miłej niedzieli :)

Greckie jedzenie na greckie upały cz. 2 - briam

Hiszpanie mają swoje pisto, z jego różnymi odmianami jak pisto manchego, lub pisto a la Bilbaína. Włosi mają tiella a Francuzi ratatoille. Odpowiedzia Greków jest briam (μπριάμ), wegetariańska zapiekanka warzywna, do której można użyć właściwie wszystkich sezonowych warzyw, które akurat są w lodówce.- lub tam gdzie je trzymacie. Briam występuje często jako danie głowne, wtedy najczęściej z dodatkiem fety, lub tez jako znakomite uzupełnienie wiekszego posiłku, w tym też różnego rodzaju mięs lub ryb prosto z grilla. My jedliśmy jako dodatek do smyrneńskich kulek mięsnych i było to bardzo udane połączenie. Bardzo często do briam dodaje się bakłażana, ale ja mam z nim niezałatwione sprawy, więc mój przepis bakłażana nie zawiera.

  • 3-4 małe zielone cukinie, pokrojone w plasterki
  • 4 młode ziemniaki pokrojone w półplasterki
  • 2 cebule pokrojone w kostkę
  • 4 ząbki czosnku, wyciśnięte
  • 4 pomidory pokrojone w plasterki lub puszka całych pelati
  • oliwa
  • sól & pieprz
  • dużo oregano i zielona pietruszka
  • mięta lub koperek (opcjonalnie)
  • kilka garści fasolki szparagowej
Sposób przygotowania:  
  1. Podsmazyć na oliwie cebulę, gdy będzie już przeszklona dodać czosnek. Dodać pokrojone pomidory i wszystkie przyprawy. ewentualnie dolać odrobinę wody i wymieszać.
  2. W naczyniu do zapiekania, lub garnku do duszenia, ułożyć warstwami ziemniaki, cukinię i fasolkę i każda warstwę polać sosem cebulowo-pomidorowym, ewentualnie posypując jeszcze odrobiną oregano.
  3. Przykryć i dusić około 30-40 minut na bardzo małym ogniu, lub w piekarniku na ok. 180 stopni.
  4. Jeśli potrawa stanowi danie główne dodać pokrojoną w kawałki fetę i pozwolić się jej rozpuścić.
To jest oczywiście mój sposób na briam. Jak wspomniałam, można użyć innych warzyw, w tym również bakłażana. Bardzo często briam przygotowuje się w piecyku, ale ja preferuję duszenie - potrawa jest wtedy moim zdaniem bardziej aromatyczna. I tu kolejne zastosowanie znajduje mój garnek tagine, o którym już wiele razy wspominałam - gotowany w nim  briam jest dzięki systemowi kominowemu, po prostu znakomity. Kłębiące się w kominie aromaty i smaki, dają potrawie świetny smak. Dodatek koperku, - dodawany w ostatnich chwilach duszenia - jest zbędny,  jeśli się go nie lubi  i to samo dotyczy mięty. Ja lubię i jedno i drugie. Spotkałam się też z dodawaniem do briamu greckiego sera Mizithra, zamiast fety, niestety jest to dodatek nierealny, jeśli nie mieszkamy w Grecji.I rzeczywiście niestety. Miałam okazję jeść kreteńską sałatkę tzw. grecką z dodatkiem mizithra,  i była naprawdę rewelacyjna. Można próbować zastąpić mizithrę polskim białym serem, też ok, myślę.

Jeśli będziecie kiedyś w południowej części Krety - tej własciwej i dużo  mniej turystycznej - w naszej ukochanej miejscowości Paleochora, to idźcie na briam do naszej ulubionej restauracji 3 oko. Jest to jedna z najlepszych wegetariańskich restauracji w jakich kiedykolwiek jadłam. Spotyka się tam kuchnia grecka z hinduską i azjatycką.

Oprócz tego, że jest tam znakomite jedzenie, odbywają się tam też bardzo często koncerty zaprzyjaźnionego zespołu grającego muzykę Rebetiko (ρεμπέτικο) i taneczne improwizacje mieszkańców Paleochory. Spędziliśmy tam wiele cudownych wieczorów. I już od drugiego pobytu w Paleochora, zawsze byliśmy serdecznie witani - jako starzy bywalcy - przez właściciela restauracji i jego rodzinę.

sobota, 10 lipca 2010

sałatka z bobu

Oto moja weekendowa kolacja w sezonie na bób: sałatka plus pajda świeżego chleba. Sałatka inspirowana jednym z przebojów Galerii Potraw, autorstwa Brunoscha, od siebie dodałam kukurydzę, na życzenie jednego takiego co uwielbia sałatki z kukurydzą :)

Sałatka:
  • 1 kg świeżego bobu, ugotowanego na parze i pozbawionego łupin - waga surowego, nie ugotowanego ;)
  • puszka słodkiej kukurydzy
  • 6 jajek ugotowanych na twardo i grubo pokrojonych
  • 2-3 dymki, posiekane
  • kilka gałązek natki pietruszki, też posiekanej - ale nie cały pęczek, ma dominować dymka, nie pietrucha ;)
  • majonez, u mnie mały słoik Kieleckiego
  • sól, pieprz

Chleb:
  • 400 g zakwasu żytniego, dokarmionego kilka godzin wcześniej mąką żytnią zwykłą
  • 500 g mąki pszennej
  • 250 ml wody
  • 10 g świeżych drożdży - 8 g wystarczy na tę ilość, ale ułamało mi się 10 więc zostawiłam
  • po łyżeczce soli i cukru

I jak zwykle: pomieszać zakwas z mąką i wodą, po półgodzinie domieszać drożdże roztarte z cukrem i łyżeczką wody oraz sól. Pomieszać 3 razy co godzinę, po ostatnim razie przełożyć na omączonej ścierce do koszyka, po godzinie przełożyć na blachę i piec 45 minut. Upał jest taki, że te godziny poskracałam do 40 minut bo ciasto rosło jak wściekłe.

Jak każda sałatka z majonezem, tak i ta zbyt fotogeniczna nie jest, ale taka dobra, że grzech nie pokazać ;)

piątek, 9 lipca 2010

Greckie jedzenie na greckie upały cz. 1 - soutzoukakia smyrneika

Soutzoukakia smyrneika to odmiana greckich keftedes, czyli kulek z mięsa mielonego, ale w pikantnym sosie pomidorowym. Dlaczego smyrneńskie nie pytajcie dzisiaj - wiedziałam a zapomniałam - teraz za gorąco na grzebanie się w stertach plików. Pod tą nazwą w kazdym razie figurują od wielu lat w naszej kuchni i tak już zostanie. Warto zrobić większą ilość, żeby nie stać w kuchni dzień po dniu. 

Na około 20 sztuk:
  • 800 g mięsa mielonego - jagnięciny, cielęciny, wołowiny - dowolnie
  • 3 kromki chleba tostowego, namoczonego i odciśniętego
  • 2 cebule, drobno posiekane
  • 4 ząbki czosnku, wyciśnięte
  • 2-3 jajka w zależności od wielkości
  • sól & pieprz
  • kumin 1 łyżeczka
  • bazylia, mięta, pietruszka, oregano
Do mięsa dodajemy chleb i jajka. Następnie cebulę, czosnek i wszystkie przyprawy, mieszamy bardzo dokładnie i formujemy podłużne, niewielkie kulki, takie małe kiełbaski. Smażyymy na oliwie, aż będa rumiane ze wszystkich stron, potrząsając często patelnią. 
W tym czasie przygotowujemy sos pomidorowy. Na oliwie podsmażamy przez chwilkę czosnek (4 wyciśnięte ząbki), dodajemy puszkę pomidorów pelati, sól, pieprz, troszkę chili, dużo oregano i bazylii i odrobinę cukru. Mozna dolać odrobinę wody, jeśli sos uważamy za zbyt gęsty. Miksujemy lekko - ja lubię naprawdę lekko - i wkładamy do sosu podsmażone soutzoukakias. Pozwalamy im dusić się w sosie kilka dobrych minut, nabierają wtedy więcej smaku. Podajemy z ryżem lub, jak to często w Grecji, frytkami. My dziś będziemy jeść z briam, o którym w następnej częśći. Część przygotowanych keftetes zachowałam, i mam zamiar zrobić do nich sos cytrynowo-jajeczny (avgolemono). który jest jednym z moich ulubionych dodatków do np. faszerowanej cukini.

Letnio i leniwie, czyli szybki makaron ze szpinakiem i pieczarkami

Dziś nie chciało mi się nic, ale to po prostu nic - większość dnia spędziłam z książką na leżaku. Ale kolację trzeba jednak zrobić i wtedy makaron jest jak znalazł - 20 minut i gotowe. Na dłuższe stanie w kuchni nie pozwala obezwładniające, gorące, wspaniałe w tym roku lato. Dziś nie wychodziłam nawet do sklepu. W lodówce były pieczarki i torba szpinaku. Czosnek i parmezan są w domu zawsze, a jakiś makaron też się znajdzie.


Na 3 osoby:
  • 10 pieczarek, obranych, pokrojonych
  • 200 g szpinaku, opłukanego i z lekka poszatkowanego
  • 4 ząbki wyciśniętego czosnku
  • świeża pietruszka i bazylia
  • odrobina gałki muszkatołowej
  • troszkę płatków chili
  • sól & pieprz
  • kilka łyżek śmietanki lub więcej
  • utarty świeżo parmezan
  • oliwa i odrobina masła
  • 300 g makaronu (u nas girandole torsados)
Pieczarki odwodnić na suchej patelni, dodać odrobinę masła i oliwy gdy woda już z nich wyparuje i przyrumienić. Dodać szpinak oraz wyciśnięty czosnek, i poddusić chwilkę. Dolać śmietankę, doprawić i dodać pietruszkę i bazylię. Wymieszać z ugotowanym makaronem i posypać parmezanem.Nie musi być bardzo gorące i tak jest dobre. Białe wino z lodem bardzo tutaj dobrze pasuje.

czwartek, 8 lipca 2010

Wizyta w ogrodzie :)

Nie mam ostatnio głowy ani czasu do gotowania, więc okropnie zaniedbałam nasz blog :(. Postaram się poprawić, a dziś pokażę Wam moje potencjalne posiłki - no poza psem, jego jeść nie zamierzam, on jest dla ozdoby :D

 Oto żółto-zielona cukinia, śliczna, prawda? Krzaki żółtej i zielonej rosną obok siebie i jak widać wymieniają się genami ;)










Pomidory, z gatunku lima albo inne podłużne, jak zawsze kupiłam kilka różnych sadzonek i nie pamiętam jakie.












Dynia Hokkaido, Zielenina obdarowała mnie ziarnami, które ślicznie wykiełkowały i wzeszły, nie mogę się doczekać plonów!










Bazylia














A w charakterze ozdoby mój Pies :)

środa, 7 lipca 2010

Nic mi więcej nie potrzeba, czyli zupa ogórkowa z małosolnych

Ogórki małosolne to moja wielka miłość,  od zawsze i na zawsze. Niestety, od kiedy mieszkam na pólnocy Europy, jest to miłość niezwykle trudna. Pierwsze, bowiem,  nadające się do kiszenia ogórki* pojawiaja się tutaj dopiero w połowie sierpnia. Do tego czasu - jeśli nie spędzam wakacji w Polsce - usycham za nimi z  tęsknoty. Nic, ale to naprawdę nic, nie jast w stanie konkurować ze smakiem takich 2-3 dniowych, jeszcze trochę zielonych,  małosolnych. Od mniej więcej roku, czy dwóch, polskie sklepy w Sztokholmie próbują wypełnić tę bezdenną otchłań tęsknoty, sprowadzając do swoich magazynów ogórki małosolne z Polski. Na wieść o dostawie wskakuję w samochód i z błogim uśmiechem, podszytym nadzieją,  jadę.I co? I nic. Uśmiech blednie, kiedy po raz kolejny okazuje się, że do rzeszy wielbicieli małosolnych, dotarła kwaśna , kapciowata namiastka.  Namiastka, nie mająca nic wspólnego z jędrnym, chrupiącym, jedynym w swoim rodzaju,  "prawdziwym" ogórkiem małosolnym.
Cóż, jednak i tak zawsze kupuję tę namiastkę. Wybieram kilka, w miarę jędrnych jednostek, które wykorzystuję do mojego ulubionego twarożku. A reszta? Jedynym ratunkiem jest zrobienie zupy ogórkowej.Ot bałahostka, ale jednak cieszy, mimo wszystko.

Zupa ogórkowa z małosolnych:
  • 6-7 utartych ogórków i woda z nich
  • kilka marchewek (2-3)
  • kilka ziemniaków (3-4)
  • bulion warzywny
  • 1 ząbek czosnku, wycisnięty
  • pieprz
  • bardzo dużo koperku
  • śmietana, dowolna ilość
W bulionie ugotować marchewkę i ziemniaki (10-15 min). Dodać podduszone, przez chwilę na maśle, utarte ogórki i wodę ogórkową. Doprawić ewentualnie pieprzem. Sól, jest raczej nie potrzebna. Dodać smietanę i pokrojony drobno koperek. I już nic więcej. Jeść, ciesząc się, że pozostali członkowie rodziny - dziwacy jacyś - kręcą nosem na jedną z najlepszych na całym świecie zup. Zrobienie jej po raz pierwszy, jakieś 5 lat temu, zawdzięczam Monice, która niestety ostatnio nie ma czasu na działalność w kuchni., a tym mniej na pisanie na blogu. Mam nadzieję, że to wkrótce ulegnie zmianie.  Tak czy inaczej, to moje dzisiejsze  gotowanie jest z dedykacją dla Moni.

*tzw. västeråsgurka ( nazwa pochodzi od rejonu uprawy)

wtorek, 6 lipca 2010

Tagine z kurczakiem, batatami, marchewką i ciecierzycą

W ramach szeroko zakrojonych porządków kuchennych, znalazłam wiele interesujących rzeczy. W tym między innymi kilka rozpoczętych opakowań kuskusu i kaszki bulgur. To od razu przeniosło mnie myślami w rejony krajów Magrhebu, gdzie kuskus jest jednym z podstawowych produktów codziennej kuchni. Od kuskusu niedaleko już było do zaplanowania co do niego. Znalezione w zamrażarce 2 filety z kurczaka i gotowana ciecierzyca znalazły się w tagine, w towarzystwie "odkrytych" w szufladzie warzywnej: dużego batata, kilku marchewek i zielonej papryki.


Tagine z kurczakiem i warzywami:
  • 2 filety z kurczaka (lub inne mięso np. jagnięcina)
  • 2 cebule, drobno pokrojone
  • 4 ząbki czosnku, drobno posiekane
  • 2 zielone papryki, bez pestek i ścianek, pokrojone
  • 2 papryczki chili jw.
  • 2 duże marchewki lub 3-4 mniejsze
  • 1 duży batat, obrany i pokrojony
  • kubek gotowanej ciecierzycy lub jakiejś fasoli
  • kilka łyżek sklarowanego masła lub oliwy
  • 1-2 łyżki ras al-hanout *
  • 1 łyżeczka kuminu
  • zielona część dymki (3-4szt.)
  • listki świeżej kolendry
  • 500 ml bulionu z kurczaka lub warzywnego
  • sól & pieprz i ew. harissa
  • sok z cytryny (można pominąć)
 Sposób przyrządzenia:
  1. W tagine lub płaskim garnku (ew. patelni z wysokimi brzegami) rozgrzać tłuszcz i podsmażyć cebulę i czosnek. 
  2. Dodać kawałki mięsa i podsmażyć razem z przyprawami. Ponieważ użyłam filetów z kurczaka ten etap zajął mi tylko 10 minut. W przypadku innego mięsa należy czas odpowiedno wydłużyć.
  3. Dodać pokrojone warzywa, oprócz ugotowanej ciecierzycy, zalać bulionem i dusić na małym ogniu, do momentu kiedy warzywa będą miękkie, lecz nie rozgotowane.
  4. Dodać ciecierzycę, podgrzać chwilę i ewentualnie doprawić solą i harissą oraz sokiem cytrynowym.
  5. Podawać z kuskusem lub ryżem, posypane dymką i kolendrą.

Jeśli wykluczymy kurczaka w tym przepisie, otrzymamy wariant wegetariański. Do tagine można dodać masę innych składników, ważne są przyprawy i sposób gotowania. Najlepsze jest naczynie tagine, ale oczywiście można użyć innego. Moje tagine jest żeliwne i kupiłam je po prostu w Ikea. Zdaje znakomicie egzamin szczególnie przy przyrządzaniu mięsa, ponieważ dzięki kominowi, mięso pozostaje soczyste i bardzo aromatyczne. Ale używam go też do robienia risotto, szczególnie, jeśli spodziewamy się większej ilości osób. Tagine z Ikea, jest bardzo pojemne i ma naprawdę wszechstronne zastosowanie. To nie jest reklama IKEI.

* jeśli nie można kupić gotowej mieszanki ras- al hanout polecam prosty przepis na nią w naszej zakładce mieszanki przypraw

poniedziałek, 5 lipca 2010

Pomidorowy chleb z bazylią i oregano

Wiem, że widziałam pomidorowy chleb, ale niestety nie pamiętam na jakim blogu (może ktoś mi podpowie?).  W każdym razie skorzystałam z pomysłu i upiekłam własny. Okazuje się, że upieczenie chleba czerwonego jest o wiele łatwiejsze niż upieczenie chleba w kolorze zielonym. Eksperyment okazał się dość udany, ale nie powalił na kolana. Najkrótszą recenzją były słowa M., pierwszej osoby próbującej chleb: czegoś takiego jeszcze nigdy nie jadłem. W naszym domu ten zwrot stosujemy w odniesieniu do rzeczy lub zjawisk, które nie zawsze zaskakują nas pozytywnie i kiedy ciężko jest znaleźć odpowiednie słowa na wyrażenie naszych ambiwalentnych odczuć.

Chleb pomidorowy z bazylią i oregano
  • 100 g (1dl) zakwasu żytniego,
  • 350-400 ml soku pomidorowego
  • 6 g świeżych drożdzy,
  • 350 g  mąki orkiszowej
  • 50 g otrębów pszennych
  • 2 łyżki suszonej bazylii
  • 2 łyżki suszonego oregano
  • 2 łyżki siemienia lnianego
  • 6 g (1 łyżeczka) soli
Wymieszać sok pomidorowy z drożdżami, które maja się rozpuścić. Dodać mąkę i wszystko pozostałe i wymieszać drewnianą łyżką do połączenia się wszystkich składników. Zostawić przykryte folią plastikową na ok. godzinę lub więcej - ciasto musi urosnąć wyraźnie w tym czasie. Potem to samo, co dotyczy wszystkich chlebów pieczonych  przeze mnie tą metodą. Powtarzam więc sposób postępowania. 
Następnie wymieszać ciasto za pomocą łyżki, mieszając od dołu do góry, uzyskując w ten sposób coś w rodzaju naprężania ciasta.Powtórzyć tę czynność dwukrotnie, co godzinę. Ciasto rośnie wyraźnie w tym czasie. Po ostatnim naprężaniu pozwolić, żeby ciasto rosło, aż się podwoi. Wyłożyć ciasto, które jest dość rzadkie, awysypaną bardzo obficie mąką, ścierkę kuchenna rozłożoną na blacie. Rozciągnąć w kształt kwadratu i poskładać formując zgrabną paczuszkę - co nie jest banalnie proste ze względu na konsystencję . Przełożyć paczuszkę ze ścierka do durszlaka i przykryć.. Ciasto ma trochę urosnąć. U mnie trwało to ok. 1 godziny. W tym czasie nagrzać piecyk do temperatury 250 stopni, wstawiając do środka żeliwny garnek z pokrywką, lub inne naczynie z pokrywką. Wyjąć nagrzany garnek z piekarnika, i przełożyć delikatnie ciasto do garnka. Przykryć i wstawić do pieca. Po 15 minutach zdjąć pokrywkę, zmniejszyć temperaturę do 230 stopni i dopiec chleb przez 20-25 minut. Wyjąć garnek i wyrzucić chleb do ostygnięcia na kratkę.
 Chleb ma bardzo wyraźny aromat i smak pomidorowy. Jest interesujący, choć na pewno nie należy do tzw. pieczywa na codzień. Można zjeśc jedną, dwie kromki, ale jednak potem ma się ochotę na chleb "normalny". Bardzo dobrze komponuje się z białym serem, posypanym świeżą bazylią. A kolor bardzo mi się podoba;) Myślę, że bardzo dobrze by też do niego pasował Moniki pieczony ser.

niedziela, 4 lipca 2010

2 proste sałatki w ramach porządków w spiżarni

Od czasu do czasu warto zrobić porządki, w lodówce, w spiżarni i może też w swoim życiu. O tym ostatnim rozpisywać się nie będę, skupiając się wyłącznie na porządkach kuchennych. Warto się do nich zabrać szczególnie w okresie letnio-wakacyjnym. Już dość niedługo, na szczęście, i my ruszymy w drogę, więc czas nadszedł na przegląd zapasów zgromadzonych w domu - tym bardziej, że z podróży zawsze przwozimy nowe nabytki. W efekcie sprzątania powstały dwie proste sałatki.

Sałatka buraczkowo-ogórkowa z czosnkiem i cebulką:
  • 3 buraki
  • 5 ogórków małosolnych
  • 2 ząbki czosnku
  • 5 cebulek z dymką
  • 3 łyżki majonezu
  • 2 lyżki gęstego jogurtu
  • 1 łyżeczka musztardy Dijon
Buraki upiec w folii aluminiowej, obrać i pokroić. Pokroić ogórki i cebulkę. Wymieszać składniki sosu z wyciśniętym czosnkiem i ewentualnie doprawić. Wymieszać sałatkę. My jedliśmy jako dodatek do super prostego obiadu, tzn. odsmażane młode ziemniaki  z koperkiem i smażona razem z nimi  kiełabasa w plasterkach. Pasuje też moim zdaniem do mięsa z grilla itp.

***

Prosta sałatka z tuńczykiem:
  • 1 puszka tuńczyka w wodzie
  • dużo sałaty mieszanej 
  • 1 puszka kukurydzy
  • 15 pomidorków koktajlowych lub 3 zwykłe
  • kawałek ogórka
  • papryka, cebulka
  • kilka łyżek majonezu
  • 1 łyżeczka musztardy Dijon
Szybki, prosty lunch na gorący dzień. Gdy młodszego M. nie ma w domu rezygnujemy z kukurydzy, ale dzisiaj był. Często dodaję też do tej sałatki jajka na twardo.

Nie są to żadne odkrywcze przepisy, ale udało mi się zrobić trochę wolnego miejsca zarówno w lodówce, jak i w spiżarni. A te 3 buraki bardzo mnie męczyły i w końcu jednak znalazły swoje zastosowanie. W dodatku młodszy M. był szczęśliwy, ponieważ sałatka z tuńczyka, lub pasta kanapkowa z tegoż, to jego ulubione przekąski w porze lunchu.
Więcej czasu zajmuje opisanie tych sałatek niż ich przygotowanie. Czyli propozycja na leniwe, wakacyjne dni. A jutro planuję dalszy ciąg przeglądu i przy okazji posprzątam w szafkach kuchennych. Najgorsze są te głebokie;)

piątek, 2 lipca 2010

uff, jak gorąco...czas na gazpacho

Żar leje sie z nieba, to nie jest szwedzkie lato, to lato wręcz tropikalne - od tygodnia nie spadła kropla deszczu... Nie, ja wcale nie narzekam, kiedyś dawno obiecałam sobie nigdy nie narzekać na upały, tym bardziej, że lato nie zawsze nas rozpieszcza na północy Europy. No, ale nie da się ukryć, że nic się nie chce - na pewno nie chce się gotować, a trochę nawet nie chce się jeść. Wtedy idealne jest właśnie gazpacho - hiszpański chłodnik, którego przygotowanie nie zajmuje zbyt dużo czasu. Trochę tylko czasu zajmuje oczekiwanie na schłodzenie i przegryzienie się zupy. No bo jest to zupa, na którą pomysł powstał za czasów panowania arabskiego na Półwyspie Iberyjskim.

 Nie ma niewłaściwego przepisu na gazpacho. Może być białe, zielone, pomarańczowe lub czerwone, czyli tylko brak fantazji narzuca ograniczenia. Można jeść łyżką, zachowując część składników niezmiksowanych, można zmiksować i popijać z lodem. Tradycyjnie do gazpacho dodawany jest biały chleb, no ale trzeba pomyśleć o diecie bezwęglowodanowej i z niego zrezygnować. Moim zdaniem to w dalszym ciągu nie zmienia faktu, że to jest gazpacho. Można podawać z dodatkami lub bez dodatków. Ja na dzisiaj wybrałam wariant najprostszy, bez żadnych dodatków.

Mój dzisiejszy przepis jest następujący:
  • 1 kg  pomidorów bez skórki 
  • 3 zielone papryki
  • 3 ząbki czosnku
  • kilka dymek
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 1 ogórek
  • 3 łyżki oliwy extra vergine
  •  3 łyżki octu balsamicznego
  • sól & pieprz
  • kilka kropli  sosu worchestershire
  • sok pomidorowy (opcjonalnie)
Wszystkie składniki pokroić i dokładnie zmiksować. Wstawić do lodówki na przynajmniej 1 godzinę, chętnie dłużej. Podawać z lodem lub bez, zagryzając selerem.
Możliwe, lecz niekonieczne dodatki to np.: 1 ogórek pokrojony w kostkę, 1 zielona papryka pokrojona w kostkę, szczypior pokrojony w paseczki lub też grzanki czosnkowe. 

A potem usiąść sobie w cieniu,  w ogrodzie - lub jak ja,  na balkonie z opuszczoną markizą - i delektować się gazpacho.

czwartek, 1 lipca 2010

Picadillo de la costa, czyli danie mięsne z pomidorami i owocami

Picadillo jest tradycyjnym daniem w wielu krajach Ameryki Łacińskiej i na Filipinach (gdzie jest znane jako giniling). Podstawą jest siekane drobno lub mielone mięso oraz pomidory, a wszystkie inne składniki i przyprawy mogą być bardzo różnorodne, w zalezności od regionu. Często podawane jest z ryżem, lub używane jako wypełniacz tacos lub innego rodzaju wypieków.
Przepis, z którego korzystałam pochodzi z książki wydawnictwa Könemann pt. Mexican Cooking*. Autor przepisu - Roger Hicks - twierdzi , że ta wersja picadillo jest popularna na wybrzeżu, stąd nazwa.
Składniki na 4-6 porcji
  • 900 g  mięsa mielonego (wołowego lub mieszanego)
  • 2 cebule pokrojone
  • 3-4 ząbki czosnku drobno pokrojone
  • 2-4 pomidory, obrane i pokrojone
  • 2-4 papryczki chili
  • 3 plastry świeżego ananasa
  • 2 plantany, lub niezbyt dojrzałe banany
  • 2 jabłka, obrane i bez pestek
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki goździków
  • 1 łyżeczka kuminu
  • sól & pieprz, oliwa do smażenia
Sposób przygotowania:
  • Przysmażyć mięso w garnku/patelni o grubym dnie. Dodać cebulę i czosnek (zrumienione na innej patelni) oraz pomidory i papryczki chili. Doprawić solą & pieprzem i kuminem i dusić około 15 minut.
  • Przygotować owoce, banany, jabłka i ananas - obrać i pokroić. Nie poleca się uzywać ananasów konserwowych. Dodać do mięsa razem z cynamonem i goździkami. Dusić wszystko około 10-15 minut, uważając, żeby owoce się nie rozgotowały.
  • Podawać gorące z ryżem lub pieczywem tortilla

Zdaniem moim i reszty biesiadników było to danie bardzo udane i niezwykle aromatyczne, choć może wymagałoby kilku poprawek, czyli odejścia trochę bardziej od przepisu.  Moim dodatkiem do oryginalnego przepisu było dodanie kuminu i było to dobre posunięcie. Jedno jabłko, moim zdaniem,  zupełnie wystarczy,  a  warto też zastosować zamiast niego jedno chayote, jeśli uda nam się je znaleźć, czego wszystkim życzę.
* Korzystałam z wydania szwedzkiego z roku 1998