Pages

środa, 7 lipca 2010

Nic mi więcej nie potrzeba, czyli zupa ogórkowa z małosolnych

Ogórki małosolne to moja wielka miłość,  od zawsze i na zawsze. Niestety, od kiedy mieszkam na pólnocy Europy, jest to miłość niezwykle trudna. Pierwsze, bowiem,  nadające się do kiszenia ogórki* pojawiaja się tutaj dopiero w połowie sierpnia. Do tego czasu - jeśli nie spędzam wakacji w Polsce - usycham za nimi z  tęsknoty. Nic, ale to naprawdę nic, nie jast w stanie konkurować ze smakiem takich 2-3 dniowych, jeszcze trochę zielonych,  małosolnych. Od mniej więcej roku, czy dwóch, polskie sklepy w Sztokholmie próbują wypełnić tę bezdenną otchłań tęsknoty, sprowadzając do swoich magazynów ogórki małosolne z Polski. Na wieść o dostawie wskakuję w samochód i z błogim uśmiechem, podszytym nadzieją,  jadę.I co? I nic. Uśmiech blednie, kiedy po raz kolejny okazuje się, że do rzeszy wielbicieli małosolnych, dotarła kwaśna , kapciowata namiastka.  Namiastka, nie mająca nic wspólnego z jędrnym, chrupiącym, jedynym w swoim rodzaju,  "prawdziwym" ogórkiem małosolnym.
Cóż, jednak i tak zawsze kupuję tę namiastkę. Wybieram kilka, w miarę jędrnych jednostek, które wykorzystuję do mojego ulubionego twarożku. A reszta? Jedynym ratunkiem jest zrobienie zupy ogórkowej.Ot bałahostka, ale jednak cieszy, mimo wszystko.

Zupa ogórkowa z małosolnych:
  • 6-7 utartych ogórków i woda z nich
  • kilka marchewek (2-3)
  • kilka ziemniaków (3-4)
  • bulion warzywny
  • 1 ząbek czosnku, wycisnięty
  • pieprz
  • bardzo dużo koperku
  • śmietana, dowolna ilość
W bulionie ugotować marchewkę i ziemniaki (10-15 min). Dodać podduszone, przez chwilę na maśle, utarte ogórki i wodę ogórkową. Doprawić ewentualnie pieprzem. Sól, jest raczej nie potrzebna. Dodać smietanę i pokrojony drobno koperek. I już nic więcej. Jeść, ciesząc się, że pozostali członkowie rodziny - dziwacy jacyś - kręcą nosem na jedną z najlepszych na całym świecie zup. Zrobienie jej po raz pierwszy, jakieś 5 lat temu, zawdzięczam Monice, która niestety ostatnio nie ma czasu na działalność w kuchni., a tym mniej na pisanie na blogu. Mam nadzieję, że to wkrótce ulegnie zmianie.  Tak czy inaczej, to moje dzisiejsze  gotowanie jest z dedykacją dla Moni.

*tzw. västeråsgurka ( nazwa pochodzi od rejonu uprawy)

15 komentarzy:

  1. bardzo lubię ogórkową
    ale z małosolnych to chyba nigdy nie jadłam. muszę namówic Mamę żeby taką ugotowała.. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie uświadomiłam sobie, jak dawno nie jadłam ogórkowej... Ale z małosolnych, to chyba jeszcze nie miałam okazji :) Aż slinka leci patrząc na to zdjęcie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. trudna to milosc, oj trudna... ale jak to w takich wypadkach bywa chwamy sie jej z calych sil i nie dopuszczamy do glosu rozsadku.
    Kocham ogorki ta trudna miloscia i cierpie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To możemy się zamienić - ja tam bez żalu oddam ogórki małosolne za północ Europy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też dziś robiłam ! Pycha :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Asiejko, sama ugotuj:) 15 minut.
    Kasiu,
    z małosolnych jest super, a z "prawdziwych" na pewno jeszcze lepsza. Pozdrawiam
    Anoushko,
    cierpienia emigracji;)
    Arvén ,
    bardzo chętnie, już jutro, póki sezon na ogórki
    Grażyna,
    no widzisz tu i tam gotuje sie to samo.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej, ale mi miło, ogórkowa na małosolnych to moja najbardziej ulubiona zupa :)

    Masz rację, zaniedbuję naszego bloga, ale obiecuję w weekend ugotować coś wartego pokazania. I nie zapomnieć zrobić zdjęć, bo w zeszłą niedzielę miałam szczery zamiar zamieścić pieczone oscypki z żurawiną, to je pożarłam zanim spojrzałam na leżący w pogotowiu aparat ;D

    Ale mam pomysł: wieczorem zamieszczę zdjęcia cukinii, właśnie zaczynają wyrastać małe cukinki, żółte i zielone, a dynia Hokkaido wzeszła, strasznie jestem jej ciekawa bo nigdy nie miałam okazji spróbować.

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo fajny pomysl na zupke, a ja ostatnio zastanawialam sie co zrobic mozna byloby z takich ogoreczkow, w najblizszej przyszlosci sprobuje tej zupki...

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie będę dręczyć Cię opisami małosolnych z targu, wyjadanych z torby po drodze do domu ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. muszę zrobić koniecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moni, dobry pomysł:)

    Aga, :)
    Hanka,
    wystarczyło to jedno zdanie;(

    Zieleninko, jasne że musisz

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja chyba cierpię na chorobę co się małosolnica zowie;) Kiszonych nie lubię, ale małosolne- zawsze i wszędzie.
    Zupki ogórkowej z nich jeszcze nie robiłam- ale postaram się wypróbować

    OdpowiedzUsuń
  13. A buuu :(
    No ale za to masz sery, które smakują jak sery. I twaróg prawdziwy już chyba możesz kupić. Trzeba szukać pozytywów, choć wiem, że łatwo się mówi, jak się cały czas ma małosolne pod nosem, w dodatku własnej roboty.
    Jutro ugotuję taką zupę, bo wszystkie składniki mam w domu:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Malwino, ja też kiszone obchodzę szerokim łukiem, ciepimy na tę samą jednostkę chorobowa:)

    No mam sery quino, ale te sery bez ogórka to nic nie warte;(
    Jak tylko dojedziemy do krainy małosolnych, będę się odżywiać tylko nimi. M. twierdzi, że dobrze mi taka dieta zrobi:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ta zupka wygląda bajecznie, wyczuwam przez monitor jej letnie aromaty:) Pycha...

    OdpowiedzUsuń