środa, 26 maja 2010

świat się kończy...

czyli mój mąż upiekł chleb!!  :)


Znaczy "upiekł" to za dużo powiedziane, ale nie obraziłabym się za taki współudział przy każdym pieczeniu, bo po przyjściu z pracy pozostało mi tylko przerzucić ciasto do koszyka, poczekać aż wyrośnie i upiec :D

Przepisu nie podaję bo był identyczny jak poprzednio, z pominięciem kminku,  zapomnianego ;)

7 komentarzy:

grazyna pisze...

To gratulacje dla męża !

majka pisze...

No, no :) Piekny chlebus. Gratuluje zdolnemu Mezowi :)

quinoamatorka pisze...

Pogratuluj mężowi :))) Też bym się nie obraziła, jakby mój mąż kiedyś coś upiekł, ale, póki co, nie zanosi się na to ;D

LidKa pisze...

No dzielnie sobie poradził, zazdroszczę - ja może doczekam się zagotowania wody na herbatę;)

Monika pisze...

W imieniu męża dziękuję za pochwały, daj Boże będzie chciał następnych i będzie miał czynny udział nie tylko w spożywaniu moich chlebów, ale także w ich produkcji ;)

Hankaskakanka pisze...

Brawa dla męża :) Mam nadzieję, że się wciągnie w pieczenie!

ewelajna pisze...

Zabrzmiałao tragicznie... Ja bym to odmieniła: Świat się zaczyna...!!!Powstaje coś nowego...!!!
To uściski ode mnie dla Męża - niechaj rośnie w... umiejetności:) Pozdrawiam najpiękniej:)
e.