czwartek, 11 lutego 2010

Chleb na pszennym zakwasie

W sobotę nastawiłam zakwas, tak jak pisała Lidka, dałam łyżkę żytniego zakwasu i dokarmiałam już tylko pszenną mąką. Zakwas ruszył od razu, już po pierwszym dokarmieniu, ale nauczona doświadczeniem z żytnią cegłówką odczekałam z pierwszym pieczeniem do wczoraj, kiedy to upiekłam taki chleb:

500 g pszennego zakwasu
450 g pszennej mąki
50 g, czyli po odrobinie mąki owsianej i mieszanki, której używałam przy poprzednim chlebie
2 łyżeczki soli
łyżeczka cukru
łyżeczka kminku
ok. 250 ml wody

Powyższe pomieszałam w misce łyżką i wywaliłam na blat, do którego się natychmiast przykleiło, do moich rąk też :). Znaczy dałam za dużo wody, ale nauczona doświadczeniem wolę dolać więcej niż za mało, gorzej się wyrabia bo się cholerstwo strasznie lepi, ale stopniowe dosypywanie mąki załatwia sprawę. Natomiast wlanie za mało wody skutkuje zbyt zbitym ciastem, które trudno "rozluźnić" i w efekcie wychodzi zbity i kruszący się chleb.
Wyrabiałam 5 minut, odstawiłam na 40, po których niewiele wyrosło, po czym wyrobiłam znowu przez 5 minut, jeszcze lekko podsypując mąką, ale ciasto pozostało luźne, obawiałam się nawet, że się rozleje po formie zamiast zachować kształt bochenka (nie trzeba jej niczym smarować ani wysypywać). Uformowałam bochenek składając kilkakrotnie na trzy części, włożyłam do brytfanki teflonowej i odstawiłam na ok. 3 godziny. Ciasto urosło ok. dwukrotnie.

Piekarnik nagrzałam do 230 stopni, spryskałam dno wodą, chleb ponacinałam i wstawiłam, zmniejszając temperaturę do 200 stopni. Piekłam 20 minut, a po zmniejszeniu temperatury do 180 stopni jeszcze przez 25 minut. Chleb jeszcze sporo wyrósł i po raz pierwszy nie wyszedł zbity, jednak warto się pohamować z hojnym podsypywaniem mąki i pomęczyć z wyrabianiem luźnego i klejącego ciasta :)
Po wyjęciu chleb spryskałam wodą i ostudziłam na kratce.

2 komentarze:

LidKa pisze...

MS ciekawa jestem, czy na drugi dzień - lub nawet trzeci nie zrobił się nie teges.
Moje koślawe chlebki były bardzo smaczne 1-1,5 dnia, ale na trzeci dzień bardziej przypominały kamień. Można nimi zabić:) Tzn. konsystencja się im jakoś pogorszyła. Może to trochę wynika z tego, że nie trzymam chleba w torbach plastikowych, tylko w papierowych lub zawinięte w czystą ścierkę lnianą.

MS pisze...

Dziś, czyli na trzeci dzień, jest ok. Ale chyba faktycznie pszenny szybciej czerstwieje niż żytni czy nawet mieszany.
Miałam się zdecydować, który zakwas zostawić, ale chyba zostawię oba i będę używać na zmianę, bo jednak inne pieczywwo wychodzi, równie smaczne :)